26 września, 2016

Los Angeles


Pobyt w LA wspominamy obie z Natalią chyba najgorzej z całej podróży. Same miasto dość nieciekawe, brudne. Hostel (Banana Bungalow – bardzo polecany przez Au Pairki na forum fejsbukowym) był obskurny. Dziwni ludzie, śmierdzący pokój. Wszędzie daleko, każdy dzień męczący. Same atrakcje wielkiego wrażenia nie robiły. Wydaje mi się, że przeżywałyśmy chyba jakiś fizyczny kryzys tej podróży, do tego miałyśmy kilka stresujących momentów i nie potrafiłyśmy się w 100% cieszyć chwilą. A może po prostu nie czułyśmy tego miasta? Albo po prostu San Diego skradło nasze serca i nic nie było tego w stanie przebić ;) Pamiętam nasze świetne humory, kiedy siedziałyśmy już w uberze jadącym w kierunki wypożyczalni samochodów :D Czekała nas przejażdżka cudowną Highway 1! 




Nasz ulubiona droga ;P


Venice miało świetny klimat, ale ten tłum ludzi dość mocno zniechęcał.
















Bardzo tłoczno, bardzo nijak.

Długo musiałyśmy szukać tej gwiazdki <3




Chodziłyśmy po tych ulicach słuchając 'Beverly Hills' Weezera :D


Rodeo Drive.




Kalifornijski klasyk! Pycha, choć obie z Natalią przyznałyśmy, że Five Burgers ze Wschodniego Wybrzeża wygrywa.


Najpiękniejszy punkt wycieczki!





xoxo, Dorota