Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tennessee. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tennessee. Pokaż wszystkie posty

22 września, 2015

Nashville cz. 2


Minęły już ponad dwa tygodnie od pobytu w Nashville, a ja wciąż myślę o tym miejscu. To zabawne, że nie tylko moi realni znajomi, ale nawet czytelnicy bloga zauważyli, że to miejsce idealnie do mnie pasuje :) Coś w tym musi być!


W drodze z lotniska. Przygodę czas zacząć!

Wszędzie ludzie w kowbojkach. To naprawdę nie jest ściema!


Min. $200 kosztuje taka przyjemność.

Tennessee to oczywiście Jack Daniels, którego w ostateczności tam nie wypiłyśmy. Nie znoszę whisky!

Akcent południowy skradł moje serce. 'Y'all' na każdym kroku to też nie jest ściema :D


Te trzy dziewczyny to największe szczęście jakie mnie tu w Ameryce spotkało!

Muszę być bardzo zabawna :D



Odwiedziłyśmy popularną wśród turystów restaurację, w której kelner wkłada klientowi na głowę papierową czapkę z jakimś napisem. Czytają go wszyscy inni w knajpie i zwykle zwijają się ze śmiechu.

Nasz kelner już na początku oznajmił nam, że nie będzie się starał być dla nas miły i że ma ostre poczucie humoru, a jak nam się to nie podoba, to możemy wyjść :D Oczywiście, że nie wyszłyśmy. Potem było pokazywanie sobie środkowego palca, rzucanie słomkami, czy popychanie. Wszystko jednak w sympatycznej atmosferze, więc było dużo śmiechu. A że prowokowałyśmy go skutecznie, to dostałyśmy czapki z baaaardzo nieprzyzwoitymi tekstami. Lekcja amerykańskiego slangu erotycznego. Nie pozostałyśmy dłużne i także przygotowałyśmy mu czapkę z zasłużonym napisem :)


Haha, oczywiście 4/5 zdjęć były tego typu :D 

No i w końcu Nashville o tej porze, kiedy wszystko budzi się do życia!


Panie tańczące na barze. Kiedyś to zrobię :D




Toaleta w jednym z pubów :)


Jak ja kocham ten klimat! <3







 A to widok z dachu budynku, w którym mieścił się mój ulubiony pub - Tootsie's. To właśnie tam najwięcej przygód nas spotkało. 

To tam zostawiłam serce dla gitarzysty... Tak bardzo gimnazjalnie :D Ale nie powiem, jara mnie świadomość, że w tak amerykańskim miejscu, tak bardzo amerykański gitarzysta (czasami był też głównym wokalistą) świetnego zespołu, złapał ze mną kontakt wzrokowy i trzymał tak aż do czasu, gdy coś nas zmusiło wracać do hostelu...

Ktoś rozbił butelkę z piwem. Spory kawał wbił się w Kingi stopę i dopiero po chwili skapnęła się, że łzy jej płyną z oczu, a cała stopa jest zakrwawiona. Rana na małym palcu była na tyle głęboka, że naprawdę rozważałyśmy wezwanie pogotowia. Skończyło się na wodzie utlenionej, setkach plastrów i biednej kulejącej Kindze już do końca pobytu :(
A do pubu wróciłam jeszcze następnego wieczoru kontynuować romans wzrokowy z panem gitarzysta, haha. Byłam tak zaczarowana, że nawet zdjęcia nie mam!

Cudowny czas, naprawdę. Miejsce, w którym wszyscy ludzie tak genialnie bawia się wspólnie do muzyki na żywo, gdzie w ogóle kocha się muzykę i docenia artystów, o których nowe pokolenia zapominają, to po prostu musi być moje ulubione miejsce na ziemi :)


xoxo, Dorota


10 września, 2015

Zakochałam się w Nashville

Będąc już na tym etapie aupairowania i życia w Ameryce, kiedy to mało co mnie zaskakiwało i zachwycało, wyjazd do Nashville okazał się najlepszym posunięciem. Jestem po uszy zakochana w atmosferze tego miasta! Stolica muzyki country to jakieś oderwane od rzeczywistości miejsce. Puby z muzyką na żywo przyciagają już od wczesnych godzin, a wieczorami są kompletnie zapełnione tańczącymi i śpiewającymi ludźmi. Dawno się tak świetnie nie bawiłam! Nie znoszę tańczyć do tych zmixowanych popowych piosenek z techno granych w klubach, więc możliwość zabawy z innymi ludźmi do 'Livin on a prayer', 'I love rock n roll', piosenek Johnnego Casha, czy Rolling Stonesów była po prostu bezcenna. Wciąż nie dowierzam, że takie miejsce istnieje. Z początku też kojarzyłam muzykę country z robieniem kaczuszek i skakaniem pod pachy, ale sprawdziłam i zapewniam - wcale tak nie jest ;) Oprócz Johnnego Casha, czy choćby Taylor Swift i Miley Cyrus, z Nashville pochodzą też m.in. Jimi Hendrix, Kings of Leon, Jack White i Paramore. W tym mieście czci się muzykę. Architektura i styl są zupełnie inne od tego co już widziałam w Stanach. Miałam wrażenie, jakbym była w jakimś starym amerykańskim filmie. Do tego ludzie w kowbojkach, faceci w kapeluszach <3. Inny świat, ale ja poczułam się tam jak u siebie. Mogłabym mieszkać w Nashville, kocham to miasto!



Wszystko co najlepsze dzieje się na legendarnej Honky Town Highway. Dziesiątki barów, jeden przy drugim, w każdym muzyka na żywo, wstęp wolny <3









Będąc w Nashville podobno koniecznie trzeba spróbować barbeque. Wszystkie przewodniki polecały to miejsce, więc kolejka nas nie odstraszyła (jedynie Polacy stojacy przed nami i udający, że wcale nie znają polskiego i podsłuchujący naszych rozmów).

Było tak trochę stołówkowo, ale podobała nam się atmosfera miejsca. 


 Pyszne jedzenie!

Od naszego hostelu do głównej dzielnicy miałyśmy spacerkiem 5min, więc o ile starczało nam sił i nie umierałyśmy z gorąca, spacerowałyśmy po Broadwayu (to właśnie ta główna ulica na Honky Town Highway), delektując się atmosferą miasta. 







Ryman Auditorium, nazywane 'Carnegie Hall Południa', to miejsce występów największych artystów muzyki country. Ważne historycznie miejsce dla tego gatunku muzyki.



Moje dziewczyny! 



Jeden z punktów wycieczki, na którym mi najbardziej zależało. Ten sklep ubierał m.in. Elvisa Presley'a i Rolling Stonesów. Niestety na czas naszego pobytu w Nashville był akurat zamknięty :( 




Ja taka zadowolona kupiłam sobie piękny kapelusz przed wyjazdem, żeby wpasować się w klimat, a okazało sie, że mnie oszukali - w Nashville dziewczyny raczej nie noszą kapeluszy. A powinny, bo ja liczyłam ile razy ktoś prawi mi komplementy za kapelusz i było tego tyle, że pomyliłam się w liczeniu :P

Dziwne zdjęcie, ale chcialam pokazać ten wzorek na plecach :D





W następnym poście wrzucę zdjęcia z telefonu i poopowiadam trochę jeszcze o naszych przygodach, bo nie obyło się bez krwi i zakochania :)


xoxo, Dorota