30 listopada, 2014

Jesień w Haddonfield


Ten post miał się tu pojawić już dawno, ale czekałam na zakup nowego obiektywu, żeby porobić więcej zdjęć. Nie tak łatwo jest fotografować z obiektywem stałoogniskowym, czyli bez żadnego zoomu. A kiedy nowy obiektyw doszedł, to piękna jesień na dworze zniknęła. Drzewa stały się łyse, kolory zniknęły na kilka miesięcy. Niedługo pojawi się podobny post, tylko w zimowych barwach.
Tymczasem zapraszam na jesienny spacer po moim kochanym Haddonfield :)















xoxo, Dorota

29 listopada, 2014

Thanksgiving / Black Friday


Postanowiłam zawrzeć te dwa jakże interesujące wszystkich tematy w jednej notce, bo tak naprawdę nie za wiele mam do opowiadania.

Święto Dziękczynienia okazało się tym samym co jakiekolwiek święta z moją rodziną w Polsce. Czyli objadanie się, alkoholizowanie, siedzenie, rozmawianie, wspominanie. Jedynie indyk na stole i mecz footballu w telewizji przypominały mi, że jestem w Ameryce. Moja host rodzina jest przekochana (mam tu na myśli też dziadków, wujków, rodziców żony brata hostki itd.) i wyjątkowa, dzięki czemu czuję się jej częścią, ale nie ma co ukrywać, że po dwóch godzinach siedzenia i słuchania ich rozmów byłam lekko mówiąc znudzona. W końcu też wyczerpały się tematy rozmów z pojedynczymi osobami. Ale na szczęście od słowa do słowa okazało się, że brat hostki też lubi zespół Foo Fighters (Fifi prawdopodobnie załatwi nam bilety na koncert!!!) i puścił mi serial dokumentalny o nagrywaniu ich najnowszego albumu, który tak bardzo chciałam obejrzeć. Skończyło się na teatrzyku o historii Święta Dziękczynienia przygotowanym przez dzieci, który doprowadził całą widownię do łez śmiechu i do domu!

W międzyczasie napisała do mnie Sara, au pair z Włoch, z propozycją upolowania czegoś z okazji Black Friday w mallu (nawet nie wiedziałam, że będzie otwarty już od wieczora w czwartek!). Pojechałam bardziej z ciekawości, niż z faktycznym nastawieniem na wielkie zakupy. I dobrze, bo bym się grubo zawiodła. Ludzi cała masa, gorąco, duszno. Po 15 minutach miałam ochotę wracać. Ceny najbardziej okazyjne można było znaleźć w najdroższych sklepach, jednak dla mnie to i tak było za dużo. A w tych standardowych do których chodzę, nie było o wiele lepiej niż w innym okresie. Sara w ciągu dnia odwiedziła inne centrum i znalazła jakieś perełki, więc możliwe, że to zależy od miejsca. Generalnie najlepszą opcją jest upolowanie czegoś online. Nie trzeba wychodzić z domu, przepychać się i czekać w kolejce pół godziny. Nie wiem jak to wygląda jeśli chodzi o elektronikę. Te kolejki i bicie się o jeden telewizor pokazywane w tv muszą o czymś świadczyć :D

Centrum jeszcze nie aż tak zatłoczone:





Moje blackfridayowe zakupy, które pewnie wszystkich zawiodą ;D (najwięcej ciuchów zamówiłam online, dojdą pewnie w przyszłym tygodniu):

Hollister: $39.95 $19.98

Hollister: $29.95 $14.97 

Obiektyw Sigma <3 z Amazon: $500 $287



xoxo, Dorota

25 listopada, 2014

Listopadowy Nowy Jork


Uwielbiam to, że nawet jednodniowy wypad do Nowego Jorku nie jest z mojego miasteczka wielką i drogą wyprawą. Uwielbiam też blogosferę za możliwości poznawania innych dziewczyn (tym razem Paulina). Uwielbiam to Miasto, które nigdy nie przestanie mnie zachwycać. No i uwielbiam pierwszą jesień od niepamiętnych czasów, kiedy nie łapie mnie chandra.


Połaziłyśmy po Manhattanie, pochillowałyśmy w Central Parku, wpatrywałyśmy się w The Dakota Building wysłuchując historii Johna Lennona w wykonaniu wzruszonej Pauliny, a potem ruszyłyśmy w stronę Brooklynu, zahaczając jeszcze o Brooklyn Bridge i natrafiając na zachód słońca <3 Dzień zakończony pysznym polskim obiadem w Greenpoint i wyścigiem z czasem - moje regularne bieganie uratowało nas przed wielką katastrofią, bo prawie spóźniłyśmy się na ostatniego busa do domu :D




















The Dakota

Właśnie tu postrzelony został John Lennon.

Brooklyn Bridge 







Nigdy nie sądziłam, że ogórki małosolne mogą tak uszczęśliwić człowieka.

Zjadłam tą ogórkową w 3 minuty <3




A teraz wracamy do rzeczywistości. W czwartek Święto Dziękczynienia i mój pierwszy pieczony indyk. W piątek Black Friday - dam z siebie wszystko, żeby nie roztrwonić całej wypłaty. Smutno mi jedynie, kiedy myślę o zbliżających się świętach... Choć wiem, że host rodzinka zrobi wszystko, żebym nie myślała wtedy za dużo o mojej rodzinie w Polsce ;) Czas brać się za prezenty! Co kupujecie swoim hostom?


xoxo, Dorota


12 listopada, 2014

Mix zdjęć

Ostatni czas w zdjęciach:

Burger w Hard Rock Cafe w Philly. Jeden z lepszych jakie tu jadłam *.* Panie ze stolika obok zapraszały nas jeszcze na deser, ale jakoś tak... ciężko by było.

Uwielbiam Haddonfield za wszelkiego rodzaju sklepy, jakie można tu znaleźć. Także te najdziwniejsze.

Moje pierwsze skojarzenie: Taniec z Gwiazdami.

Niezły miałyśmy fun, kiedy pan obsługujący z zaangażowaniem pomagał nam wybrać idealną kreację na 'bal, na który się wkrótce wybieramy' :)

Jak dla mnie muffinki to najlepsza słodycz w Stanach.

Jedziemy do Princeton! 

A w Princeton, w ramach cluster meeting, oglądamy mecz footballu. Nie dotrwałyśmy do końca, bo było okropnie zimno, ale poznałam nowe dziewczyny i miło spędziłam czas. Do tego poznałam historię au pair z Izraela, z naszego clustera, która jakiś miesiąc temu uciekła od rodziny na Florydę, a teraz żyje sobie gdzieś w Philly. To się nazywa desperacja!

Za miesiąc kończę kurs w collegu, co oznacza, że najwyższy czas zapisać się na kolejny. A ja kompletnie nie wiem na co! Angielski odpuszczam. Tym razem postawię na coś związanego z moimi zainteresowaniami. Tylko te ceny...

Wierzcie lub nie, ale dopiero kładąc ostatni kawałek pomidora zorientowałam się, że moje śniadanie się do mnie uśmiecha :)

Po znalezieniu tego w Haddonfield, podekscytowana pokazałam do zdjęcie hostce, a ona wyciągnęła książkę telefoniczną i okazało się, że niemal na każdej stronie widnieje jakieś polskie nazwisko. Polacy są wszędzie!

Kolejna paczka od rodziców <3 Poprosiłam o jednego białego twixa, dostałam 10. Btw spróbujcie jak macie okazję, niebo w gębie!

Centrum mojego miasteczka. Jak tu nie czuć zbliżających się świąt? *.*

Trudno wstać z łóżka nawet w weekend, jak taki kompan u boku :P 

Podobno jedne z lepszych naleśników w New Jersey. Musiałyśmy czekać 20min na wolny stolik, ale opłacało się! Ja wybrałam z karmelizowanymi bananami i orzechami i były znacznie lepsze niż Natalii z kawałkami Oreo. Porcja starcza na trzy śniadania :D

Czekając u dentysty na dzieci. Rozmawiam z tatą kolegi młodego i oczywiście okazuje się, że ma znajomych Polaków. Wcześniej poznałam mamę koleżanki młodej, która ma korzenie rosyjsko-polskie. Czy mówiłam już, że Polacy są wszędzie?

Wreszcie sprobowałam cheeseteak! Wprawdzie w New Jersey, ale południowa część tego stanu praktycznie należy do Philadelphi, więc można to danie znaleźć w menu niemal każdej restauracji czy dinera.

Że połowa listopada już? Nawet nie wiem kiedy ta jesień przyszła, a zaraz już jej nie będzie! Proszę, niech zima też będzie taka cieplutka i przyjemna.


PS. Mam problem z dodawaniem komentarzy: piszę, publikuję, a nic się nie wyświetla. Zarówno na moim blogu, jak i innych. Może ktoś wie jak temu zaradzić?


Dziś pozdrawia Lorova :)
(nie mam w rzeczywistości takiego wielkiego łapska, jakoś tak na zdjęciu wyszło :D)