Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shopping. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shopping. Pokaż wszystkie posty

29 listopada, 2014

Thanksgiving / Black Friday


Postanowiłam zawrzeć te dwa jakże interesujące wszystkich tematy w jednej notce, bo tak naprawdę nie za wiele mam do opowiadania.

Święto Dziękczynienia okazało się tym samym co jakiekolwiek święta z moją rodziną w Polsce. Czyli objadanie się, alkoholizowanie, siedzenie, rozmawianie, wspominanie. Jedynie indyk na stole i mecz footballu w telewizji przypominały mi, że jestem w Ameryce. Moja host rodzina jest przekochana (mam tu na myśli też dziadków, wujków, rodziców żony brata hostki itd.) i wyjątkowa, dzięki czemu czuję się jej częścią, ale nie ma co ukrywać, że po dwóch godzinach siedzenia i słuchania ich rozmów byłam lekko mówiąc znudzona. W końcu też wyczerpały się tematy rozmów z pojedynczymi osobami. Ale na szczęście od słowa do słowa okazało się, że brat hostki też lubi zespół Foo Fighters (Fifi prawdopodobnie załatwi nam bilety na koncert!!!) i puścił mi serial dokumentalny o nagrywaniu ich najnowszego albumu, który tak bardzo chciałam obejrzeć. Skończyło się na teatrzyku o historii Święta Dziękczynienia przygotowanym przez dzieci, który doprowadził całą widownię do łez śmiechu i do domu!

W międzyczasie napisała do mnie Sara, au pair z Włoch, z propozycją upolowania czegoś z okazji Black Friday w mallu (nawet nie wiedziałam, że będzie otwarty już od wieczora w czwartek!). Pojechałam bardziej z ciekawości, niż z faktycznym nastawieniem na wielkie zakupy. I dobrze, bo bym się grubo zawiodła. Ludzi cała masa, gorąco, duszno. Po 15 minutach miałam ochotę wracać. Ceny najbardziej okazyjne można było znaleźć w najdroższych sklepach, jednak dla mnie to i tak było za dużo. A w tych standardowych do których chodzę, nie było o wiele lepiej niż w innym okresie. Sara w ciągu dnia odwiedziła inne centrum i znalazła jakieś perełki, więc możliwe, że to zależy od miejsca. Generalnie najlepszą opcją jest upolowanie czegoś online. Nie trzeba wychodzić z domu, przepychać się i czekać w kolejce pół godziny. Nie wiem jak to wygląda jeśli chodzi o elektronikę. Te kolejki i bicie się o jeden telewizor pokazywane w tv muszą o czymś świadczyć :D

Centrum jeszcze nie aż tak zatłoczone:





Moje blackfridayowe zakupy, które pewnie wszystkich zawiodą ;D (najwięcej ciuchów zamówiłam online, dojdą pewnie w przyszłym tygodniu):

Hollister: $39.95 $19.98

Hollister: $29.95 $14.97 

Obiektyw Sigma <3 z Amazon: $500 $287



xoxo, Dorota

29 września, 2014

Haul zakupowy


No i teraz wyjdzie, że niezła ze mnie kłamczucha. Czy to nie ja ostatnio pisałam, że szkoda wydawać pieniędzy na ciuchy?! Jednak mam usprawiedliwienie - na podróże w tym miesiącu udało mi się oszczędzić znacznie więcej, niż planowałam, dlatego postanowiłam sobie zrobić nagrodę :) Poza tym jak mam biegać jesienią bez ciepłych sportowych ciuszków?
Oto moje ostatnie łupy:

 Charlotte Russe: $24.99 $12
 ROSS: $34.99 $13.99

 ROSS (zdjęcie zupełnie nie oddaje jej uroku!): $35 $10

ROSS (skusiłam się, bo Calvin Klein za taką tanioszkę): $80 $20

ROSS: $99.99 $37.99

ROSS: $69 $27.99

ROSS: $79 $15.99

 ROSS: $50$ $19.99

ROSS: $35.99 $16.99

 ROSS: $19.98 $8.99


Tyle na dziś. 
Wysyłam jeszcze utwór, który już tylko z Ameryką będzie mi się kojarzył. 
Wieczór, ciemne ulice New Jersey, jazda samochodem z Natalią i słuchanie na full piosenki, przy której aż mnie zatkało. Słowa idealnie w punkt oddają to, gdzie się teraz jako człowiek znajduję. Uwielbiam to uczucie, kiedy mam wrażenie, jakby ktoś o mnie piosenkę napisał.
Chyba czas zacząć słuchać polskiej muzyki. Btw dodałam link do mojego profilu na lastfm w prawym górnym rogu strony.






xoxo, Dorota

07 września, 2014

Zdobycze zakupowe / College - pierwsze wrażenia


Przyznam szczerze, że jestem z siebie niezwykle dumna - jestem tutaj półtora miesiąca, a nie wpadłam w szał zakupowy i naprawdę niewiele wydałam na ciuchy! Zainwestowałam za to sporo w elektronikę i nadal planuję nie tracić kasy na niepotrzebne ubrania. Wiele dziewczyn narzeka, że nasza wypłata jest śmiesznie żałosna i nic porządnego nie można z nią zrobić. Ja się z tym nie zgadzam, to kwestia tylko i wyłącznie zarządzania wydatkami. Też mogłabym za jednym razem przepieprzyć połowę wypłaty w mallu, albo każdego dnia wychodząc coś zjeść na miasto. A i bez tego można przecież świetnie się bawić i ciekawie spędzać czas. Twój wybór ;)

Teraz pochwalę się co tutaj dotychczas kupiłam lub też jakimś sposobem zdobyłam :P

Maxi dress (Charlotte Russe): 15$ 

Spodenki do biegania (Marshalls): 7$

Crop top (Charlotte Russe): 8$

Czarna torebka (Charlotte Russe): 15$, plecak (Claire's): 20$

Okulary (Marshalls): 10$, obie opaski z Claire's, razem wyszły ok. 15$ 

35$

 Obie pary dostałam od hostki, bo 'już ich nie potrzebuje' lub 'trochę ją obcierają' :) Jak dobrze, że mamy ten sam numer buta!

Zdobycze ze sklepu z rupieciami (naprawdę można znaleźć cudeńka za śmieszne pieniądze!), każda po 1$. Żeby nie było - płyty dla taty :P

Nie mogłam się powstrzymać, bo jestem fanką filmu, a książka była w przecenie. Kupiona w księgarni w Haddonfield za niecałe 6$.

Podarunek od pani na plaży w Ocean City, której podałam okulary ;D

 Pierwszy duży zakup, ale nie będę oszukiwać - odłożone miałam już przed wyjazdem :P Laptop Acer Aspire: 350$

 Moje małe cudeńko za 700$ (z podatkiem), które spłukało mnie doszczętnie -,-

I ostatni zakup, zamówiony na Amazon zegarek do biegania (Casio): 20$. Teraz już nie mam wymówek! Od przyszłego tygodnia dołączam do tłumów biegaczy w Haddonfield :)


*

Dziś odbyły się moje pierwsze zajęcia w collegu. Mam mieszane odczucia. Słyszałam już wcześniej, że samo miasto nie należy do najsympatyczniejszych, ale nie spodziewałam się czegoś takiego! 10-minutowe przejście do campusu ulicą Broadway, było najbardziej stresującym dla mnie dotychczas przeżyciem w Ameryce. Kojarzycie z filmów ulice z niskimi budynkami i sklepami, w których w życiu byście nic nie kupili, z podejrzanymi ludźmi (w 99% czarnoskórzy), głównie brudnymi, niepełnosprawnymi, głośnymi? Witacje w Camden. Podobno właśnie ta ulica jest najgorsza, a ja przed chwilą się dowiedziałam, że mogłam wysiąść przystanek dalej (dojeżdżam pociągiem), z którego droga jest krótsza i przyjemniejsza (bo gorzej chyba być nie może). W klasie mam ponad 20 osób, spora część to Azjaci. Dziś jedyne co robiliśmy, to pisaliśmy kolejny test, który ma zweryfikować czyj poziom gramatyki jest na tyle dobry, że nie musi uczęszczać na te zajęcia. Nie wiem co w tym przypadku się dzieje, bo to najwyższy poziom . Jak dla mnie test był trudny, więc mam nadzieję, że nie nastrzelałam dobrze i zostanę w tej klasie :P Nauczycielka wydaje się ok., campus w porządku, ludzie nieszczególnie zachęcający do zawarcia znajomości. Oto moje pierwsze wrażenia, we wtorek podejście nr 2.

Plany na weekend? Jutro wyżerka w domu brata hostki z okazji urodzin jego starszej córki (walczę o miano lepszej babysitter niż poprzednia, nie mogę więc opuścić tego wydarzenia!), potem wyjście z dziewczynami, w sobotę Philadelphia (nie wiem jeszcze co dokładnie), w niedzielę baseball game z moim cluster. I od przyszłego tygodnia dzieci chodzą do szkoły na cały dzień (w tym tygodniu tylko do 12:30), yippee!

Tyle na dziś mojego biadolenia, wysyłam coś do posłuchania na piąteczek :)





xoxo, Dorota