31 lipca, 2014

Poznajcie Haddonfield!


Uwielbiam moje miasteczko!
Nie potrzebuję samochodu, żeby dostać się do sklepu, czy na dworzec - wszędzie są ogromne chodniki, a mój dom, choć znajduje się na spokojnej ulicy, położony jest bliziutko głównej dzielnicy i właściwie wszystko mam pod nosem.
Spacerowanie po Haddonfield z Rocco, moim nowym psem, to sama przyjemność. Kilka razy słyszałam z czyjegoś samochodu lub podwórka muzykę Kings of Leon - jak tu nie kochać Ameryki :) Ludzie się uśmiechają, witają, kiwają, wciąż zagadują o psa (dobry wabik! :D). Dzisiaj tak po prostu podszedł do mnie sympatyczny chłopak, zapytał co tu robię i wyznał, że przypominam mu jakąś celebrytkę (nie znałam i oczywiście nie zapamiętałam ;P). Pogadaliśmy, zostawił na siebie namiary i zaproponował wyjście z przyjaciółmi. Tutaj to takie normalne! Przy drzwiach co drugiego sklepu znaleźć można miskę z wodą dla czworonożnych przyjaciół - prawie każda rodzina ma psa.
Zapraszam na krótki spacer po Haddonfield:




Szkola dzieci, do ktorej spacerkiem mam niecale 5 minut. 






Chwilka przerwy :) 





I wreszcie w domu!

Myślę, że na bardziej odpowiednie dla mnie miejsce tutaj trafić nie mogłam :)

Kolejne posty będą za ponad tydzień, bo jutro wyjeżdżam z rodzinką do ich domku w Pennsylvanii.

xoxo, Dorota

28 lipca, 2014

Weekend / Philadelphia


Od host rodzinki - z okazji pierwszego tygodnia w Ameryce :)

Cu-dow-ny weekend!

Zaczelo sie w piatek, od spotkania z Natalia – polska au pair z Marlton (oddalone ok. 15min samochodem ode mnie). Jako ze chcialysmy uczcic nasze pierwsze spotkanie, postanowilysmy wybrac sie do miasteczka, w ktorym byc moze uda mi sie wejsc do baru bez ID. Skonczylo sie na tym, ze zadnego pubu nie znalazlysmy, ale gadalo nam sie tak fajnie, ze wystarczylo nam spracerowanie po Collingswood.

Sobota! Umowilam sie z Elena (Meksyk), ktora mieszka w tej samej miescowosci co ja. Wypilysmy kawke w Starbucksie i pojechalysmy do niej do domu. Pracuje tu jako niania, ale wszystko zalatwila sobie przez facebooka. Podobnie jak jej kolezanka, ktora akurat byla u niej w odwiedziny, a pracuje i mieszka w San Antonio (aaaa, tak bardzo chce tam jechac!). Meksykankom latwo znalezc tutaj prace au pair na wlasna reke, podobnie jak nam w Europie. Gadalo nam sie super! Do tego razem z Elena jedziemy niedlugo do pobliskiego collegu zorientowac sie co do kursow dla mnie. Planujemy tez razem biegac na jesien. Jak fajnie miec tu kogos tak fajnego, tak bliziutko! Troche czasu spedzilam tez z au pairkami z Czech (jachalam z nia jej cudownym Mini Cooperem, aaaaa! <3) i Wloch. Pierwsza z nich ma rematch po 6 miesiacach i byl to jej ostatni wieczor tutaj… Dziewczyny dawaly sobie drobne prezenty pozegnalne. Bylam w szoku, jak bardzo sa ze soba zzyte, jak przezywaja rozstanie! Smutne, ale z drugiej strony to tak wazne, by znalezc sobie tutaj takie osoby, ktorych potem zegnanie bedzie najtrudniejsza czescia calego au pairowania. Po powrocie, wieczorem, planowalam sobie posiedziec u siebie, poogladac seriale. Ale u mojej host rodzinki nie czuje sie jak u obcych ludzi w pracy, a skoro mam wolne, to ide do siebie. Czuje, jakbym byla tutaj u cioci, ktorej pomagam przy dzieciach i zwyczajnie spedzam z nimi czas. Dlatego pobiegalam troche z mlodym po domu bawiac sie w cieplo – zimno, co skonczylo sie tym, ze razem z M. (hostka), przewertowalysmy cala lodowke w poszukiwaniu dlugopisu :D

No i niedziela! Zaczelam juz o 8 rano, kiedy to wybralysmy sie z hostka do kosciola. Tak wczesnie, bo potem pojechalam do Philly, finally! Pociagiem mam tam niecale 20min. Polazilysmy z Natalia tak po prostu, bez wiekszego planu. Od razu pokochalam to miejsce - czyste, przyjemne i ten piekny ratusz… Filadelfia nie jest tak przytlaczajaca, jak zwykle to bywa w duzych miastach. Juz wiem, ze bede tam spedzac bardzo duzo czasu :)

Zostawiam Was ze zdjeciami z naszej wycieczki. Niestety znow wstawiam nieprzerobione, bo wciaz uzywam starego laptopa. Dzis cala szczesliwa pojechalam po nowego do Best Buy w Cherry Hill. Nie dosc, ze po drodze pelno robot drogowych, przez co musialam jezdzic bocznymi drogami (czego moj GPS nie rozumial), a co dostarczylo mi sporej dawki stresu, to okazalo sie, ze sklep jest beznadziejnie zaopatrzony i nawet nie mialam w czym wybierac! I nadal musze uzywac tego zacinajacego sie starucha...


Chinatown. Baaardzo srednie! 






Ratusz. Bardzo mi sie spodobal ten budynek, wiec przygotujecie sie na wiele jego zdjec z roznych ujec. 





Nie wiem o co temu panu chodzilo, ale skoro sie juz przede mna polozyl, to uznalam, ze wypada zrobic zdjecie ;) 





Poznajecie to charakterystyczne miejsce? Spodziewalam sie, ze to wszystko wyglada w rzeczywistosci gorzej i tak naprawde przy ulicy bedzie tylko postawiony znak LOVE, a okazalo sie, ze to bardzo przyjemne miejsce do posiedzenia.






Ladnie wygladaja, ale byly beznadziejne w smaku (mowie to ja - fanka pizzy, ktora uwielbia nawet mrozonke!) 








Wszystkie au pairs, z ktorymi rozmawialam w sobote mowily, ze jestem szczesciara. Ze poludniowe New Jersey jest najciekawsze. Ze moje miasteczko jest w porownaniu do ich najbardziej urokliwe. Ze moja host rodzinka jest wspaniala. I faktycznie. Czuje, ze jestem szczesciara.


xoxo, Dorota


24 lipca, 2014

Pierwsze dni u host rodziny + zdjęcia pokoju



Tak przywitala mnie na dwrocu moja host rodzina. Chlopiec pomylil sie piszac moje imie i wyszlo podobnie, jak nazwa nachosow - Dorito :)

Kiedy zobaczylam trzy znane ze zdjec sylwetki, bylam tak zestresowana, ze zaczelam gadac jakies glupoty po polsku do Niemki, mojej wspollokatorki z orientation, z ktora wyszlam z pociagu. Droga do domu byla... dziwna. Hostka bardzo mila, ja raczej oniesmielona, dzieciaki nadawaly. Przejezdzalismy przez Filadelfie - czuje, ze przypadnie mi do gustu to miasto. Przekonam sie w ta niedziele!

Po pierwsze, bo najwazniejsze - trafilam na dobra rodzine. Wiem, ze moze sie wydawac za wczesnie na takie oceny, ale wedlug mnie to sie po prostu czuje. Hostka jest cudowna, wesola, WYLUZOWANA. Dowod? W miescie jest irlandzki bar, popularny wsrod au pairek. Powiedziala, ze jak bede mila dla barmanow to mnie moze wpuszcza. Byle bym tylko nie jezdzila potem samochodem :D Poznalam tez jej rodzicow - babcia dala mi nawet prezencik i kazala dzwonic do siebie z kazdym problemem. Uwielbiam, gdy do nas przychodzi, jest typem zwariowanej babci i naprawde fajnie sie z nia rozmawia. Ucieszyla sie, ze chodze do kosciola co niedziele (hostka z dziecmi sporadycznie, gdy nie maja co robic ;d), a ja, ze chce mnie zabierac na msze ze soba. Planujemy tez pojsc razem do polskiego kosciola w Philly.

Co do dzieci. Kazdy dzien jest tutaj zupelnie inny pod tym wzgledem. Jednego dnia wydaje mi sie, ze zalapalysmy z dziewczynka (12) dobry kontakt, po czym okazuje sie, ze jest gorzej niz myslalam. Kolejnego dnia krok do przodu, zeby nastepnego znowu nie czuc chemii. Za to chlopiec (8) jest przeslodki i czuje, ze sie do mnie w 100% przekonal. No i pies, ktory jest tutaj na razie moim najlepszym przyjacielem.

Codziennie spacerujemy sobie po okolicy, ktora jest taka ladna, taka amerykanska!

Bylam tu zaledwie dwa dni, a juz spotkalam Polakow. I tu u nas w domu! Hostka remontowala sobie lazienke, a ma pokoj na tym samym pietrze co ja, wiec chcac nie chcac slyszalam robotnikow. Z poczatku myslalam, ze dostaje na glowe, ale okazalo sie, ze to co slysze, to faktycznie moj jezyk. Jak milo bylo pogadac z kims tutaj po polsku :)

Wiem, jak zawsze czytelnikow interesuje wyglad amerykanskiego pokoju. Mialam to samo! A teraz zrozumialam, dlaczego dziewczyny raczej tego nie pokazuja. Po prostu nie ma w tym nic ciekawego ;D Zwykle nie sa to pokoje naszych marzen. Najczesciej to dzieci takie maja - moja host dziewczynka ma dokladnie taki, jaki znamy z filmow. Ogromny, fioletowy, z bialymi mebelkami i dodatkami. Ja jednak swoj polubilam i czuje sie w nim dobrze. Mam tez praktycznie na wlasny uzytek lazienke (czasami dziewczynka z niej korzysta), co jest naprawde bardzo komfortowe.







Dobrze mi tutaj, choc bywaja chwile slabosci, to oczywiste. Ale to nie z tego powodu, ze chcialabym byc w tym momencie w Polsce. Za nic na swiecie. Nawet rozmowy przez skypa z bliskimi mi wystarczaja - przeciez to dokladnie tak samo, jakbym byla obok. Czasami tylko ogarnia mnie taka wewnetrzna panika, ktorej nawet nie potrafie wytlumaczyc.


xoxo, Dorota