21 lipca, 2014

Hello, America


Dzis mija dokladnie tydzien od przylotu. A ja wciaz nie wierze, ze zobacze moich bliskich dopiero w sierpniu przyszlego roku... Jednak, dobrze mi tu. Ale moze od poczatku :)

Asia okazala sie przeznaczonym mi kompanem na podroz - na lotnisku wyszlo sie, ze: kupilysmy sobie takie same walizki (bo przeciez taki maly wybor na allegro!), nasi rodzice zaparkowali samochod przy samochodzie zupelnie o tym nie wiedzac oraz ze pojedziemy ze szkolenia do host rodzin tym samym pociagiem (nie, zebysmy pisaly o najwiekszych duperelach przed wylotem).

 Grenlandia!

No to... za przygode zycia! + Ostatni legalny alkohol ;P

Tak to ja moge leciec :) Obejrzalam tez w koncu "Grand Budapest Hostel".

Agencji nie mam praktycznie nic do zarzucenia, jednak po tak dlugim, wykanczajacym locie, czujac ta 4 rano w Polsce, czekac jeszcze na lotnisku ponad godzine az przyjedzie po nas taksowka? Przesada.

Lecialam dzien wczesniej, bo hostka wykupila mi driving course, ktory odbywa sie w poniedzialek. Bylo nas na nim ok. 25 dziewczyn. Mimo ze prowadzaca byla genialna, to wszystkie bez przerwy ziewalysmy i probowalysmy sobie poradzic z zapadajacymi powiekami. Szkolenie zakonczylo sie dosc wczesnie i byl to jedyny czas podczas calego szkolenia, kiedy moglysmy robic co chcemy, bez pytania i meldowania sie. Chociaz padalysmy na twarz, zebralysmy sie w 11 dziewczyn i... pojechalysmy do Nowego Jorku! Nawet nie potrafie opisac tego, co sie we mnie dzialo, kiedy wyszlysmy z pociagu na Grand Central. Stawiajac pierwsze kroki na ulicach Manattanu, nie moglam opanowac dreszczy. Nie wierzylam w to, co sie dzieje. Chyba nadal nie wierze.














3x Niemcy, 2x Polska, Francja, Brazylia, Kostaryka, Kolumbia, 2x Tajlandia

Troche fotek z Double Tree Hilton:

Facepalm Asi :D



Na zewnatrz byly swietliki! To zdjecie i ponizej, sa jedynymi z kilkudziesieciu, jakie zrobilam, gdzie udalo mi sie je zlapac.


 Baaardzo sympatyczne Tajki. Od jednej dostalam nawet pamiatke z Tajlandii :)



Po szkoleniu nadszedl czas na pozegnania i podroz do host rodziny, do nowego zycia. Wiecej o tym w nastepnej notce ;)


* Przepraszam za brak polskich znakow, uzywam starego laptopa hostow, a nie umiem tego przestawic.
** Nie ma tu tez zadnego programu obrabiajacego zdjecia, dlatego sa one w tak okropnym surowym stanie -,-


xoxo, Dorota

4 komentarze:

  1. No wreszcie! Super kochana, czekam na dalszą relację! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale super! Zazdroszczę :D

    OdpowiedzUsuń
  3. podziwiam, że miałyście jeszcze siły, żeby pojechać do NY:)
    będę śledzić i dodaję bloga do listy!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chocbym umierala z przemeczenia... na NYC zawsze znajde sile!
      Dziekuje i tez dodaje :)

      Usuń