27 sierpnia, 2014

Ocean City!


Ocean City to jedno z większych miast Jersey Shore. Dotarcie tam samochodem zajęło nam niecałe 1,5h. Byłam wprost wniebowzięta, kiedy o 10 rano zobaczyłam tę piękną, pustą plażę! Ogromne fale, przyjemna woda. Jak dziecko, niemal bez przerwy siedziałam w oceanie lub zbierałam muszelki. Hostka aż mnie wyściskała, kiedy zobaczyła mnie taką szczęśliwą. Dziś już wprawdzie aż tak uradowana nie jestem, bo dość konkretnie poparzyłam sobie cały tył, ale who cares. Wieczór spędziliśmy w domu przy plaży, należący do znajomych hostów. Nigdy nie sądziłam, że stek może mi zasmakować, ale ten był genialny! No więc pyszne jedzonko, piwka, sympatyczni ludzie, muzyka Pearl Jam i Foo Fighters w tle... Potem wybraliśmy się jeszcze do wesołego miasteczka - muszę mówić, jak bardzo amerykańsko to wszystko wyglądało? :P Spaliśmy w typowym motelu (babcia trochę za późno wzięła się za rezerwację) i choć dzieci narzekały na standardy, to dla mnie przeżycie mega! Czułam się, jakbym była sąsiadką Dextera lub że zaraz na zewnątrz odbędzie się jakaś strzelanina niczym w CIA Kryminalnych Zagadkach :D Wzbogaciłam się też o kolejną książkę (już trzecia tutaj!), podarowaną przez starszą panią, kiedy pobiegłam oddać jej okulary, które upuściła wychodząc z plaży. Pewnie warte były z 1000$, a ja się cieszę głupią książką :)




 Dość ponure wyszły te zdjęcia, bo rano, kiedy je robiłam, niebo było zachmurzone.





To o mnie! 






Cztery ostatnie zdjęcia z Internetu, bo jakoś lepiej oddają urok tego miejsca ;)


Kolejny weekend zapowiada się nieźle - od piątku do poniedziałku hości są w górach. M. napisała mi, że Natalia jest zaproszona na ten weekend do nas do domu i nawet zrobi jej miejsce do spania w jakimś pokoju. A nawet o to nie pytałam! Generalnie raczej bez szaleństw, bo muszę oszczędzać pieniądze (dla Teksasu się poświęcę!), ale z pewnością z dziewczynami coś porobimy. W piątek prawdopodobnie zakupię pewną rzecz z Bucket List, w sobotę koniecznie biorę piwko i oglądam mecz otwarcia Mistrzostw Świata w Siatkówce, a niedziela koncert, o którym zresztą wciąż gadam :P
Za tydzień zaczyna się rok szkolny, na który wszystkie au pairki z niecierpliwością czekają. W końcu konkretny schedule i więcej czasu dla siebie. Przetrwałam wakacje i nie miałam nawet jednego ciężkiego dnia - sukces!

Łapcie trochę dobrej muzyczki :)



xoxo, Dorota

22 sierpnia, 2014

Philly: PMOA, Magic Garden, Love Park


Jakiś czas temu na weekend odwiedziła mnie Asia. Mimo że byłam w Philly na własną rękę dopiero drugi raz, bez problemu odebrałam ją ze stacji, a potem pozwiedzałyśmy najważniejsze rzeczy z jej listy. Jestem taka dumna, że się nie zgubiłyśmy :D Coraz bardziej lubię to miasto - nawet w weekend nie ma tłumów, można na spokojnie sobie spacerować, nacieszyć się widokami, pochillować.
Zdjęcia pochodzą z aparatu Asi. Mój zepsuty nadal leży, bo jego właścicielce nie chce się poszukać miejsca do jego naprawy :P


Porobiłyśmy sobie jedynie zdjęcia przy Philadelphia Museum of Art i chcemy tam wrócić pierwszej niedzieli któreś miesiąca - wejście wtedy jest za darmo (normalnie 20$). 



 Jaka radość, kiedy ją znalazłyśmy!

 Najlepszy deser!

Love Park


 Magic Garden - super miejsce na zdjęcia!





Asi ratusz też się bardzo spodobał. Coś chyba musi w nim być!

 Wieczór bez objadania się słodyczami? Nie, nie, to nie w naszym stylu ;)

A to niedzielne śniadanko - nasze pierwsze pancakes w Ameryce! Z bananami, kawałkami czekolady, masełkiem i syropem, posypane cukrem pudrem - MNIAM!

Moja urocza opalenizna!

Jeszcze spacerek po Haddonfield, potem po Philly i żegnamy się z Asią. Ale nie na długo, w październiku widzimy się znowu, tym razem w Washington DC, już się nie mogę doczekać!


Nie wiem jak to się stało, że jestem na tylu zdjęciach! Sorry :D

Cały czas wszystko układa się świetnie. Ostatnio byłam na pierwszej imprezie w Philly. Dzięki znajomościom Eleny nie potrzebowałam żadnego ID. Impreza jak impreza, ale świadomość, że w Ameryce... Przez to, że wciąż do końca nie wierzę co się dzieje sprawia, że chyba bardziej potrafię się tym cieszyć i to docenić.

Zapisałam się też w końcu na zajęcia do collegu. Baaardzo chciałam wziąć kurs przygotowawczy do TOEFL, ale musiałabym jeździć na kilka godzin w soboty... A to oznacza zero wyjazdów weekendowych. Kolejny kurs, na którym mi zależało odbywa się w godzinach, kiedy pracuję. Po kilkudniowych rozkminach w końcu podjęłam decyzję i będę studiować English as a Second Language: Grammar. Zajęcia są dwa razy w tygodniu 12:30-01:45, więc idealnie. Ale daje mi tylko 3 kredyty. Jeśli będę chciała przedłużyć program, muszę wziąć kolejny kurs na wiosnę, co średnio mi odpowiada, bo ten wyszedł moją hostkę... 468$! Czyli za kolejny płacę sama. Nie bardzo mi to pasuje :P

Ten weekend spędzam z hostami i ich znajomymi nad oceanem. So happy! Tylko zdjęcia znów będą jedynie z telefonu. A za tydzień... koncert Kings of Leon w Philadelphii! Yay, mimo że to mój trzeci raz, jaram się tak samo jak poprzednio :D

W górnym rogu bloga wstawiłam link z moją Bucket List, którą na bieżąco aktualizuję :)

xoxo, Dorota

17 sierpnia, 2014

Concrete jungle where dreams are made of


Nie, nie byłam znowu w Nowym Jorku. Ale wciąż mam zdjęcia z wycieczki ze szkolenia, także dziś pościk typowo zdjęciowy. Głównie z autokaru. Nie wiem dlaczego dziewczyny zawsze tak narzekają na wycieczkę z orientation. Że za mało czasu wolnego? Hm, ciekawe co byśmy zobaczyły podczas tych 5 godzin, gdybyśmy miały po godzinie wolnego w dwóch, trzech miejscach. Żeby mieć okazję nacieszyć się miejscem - trzeba wrócić i na spokojnie spędzić tam czas. Mnie wycieczka się podobała - zobaczyłyśmy najwięcej, ile można było w ciągu tych kilku godzin. Co to dużo mówić... Nowy Jork jest cudowny, magiczny, najwspanialszy. Wracam tam niedługo!





Po drodze kawka u Chucka Bassa w jego Empire ;)


 









 






Deszcz wcale nie popsuł wrażeń. Nawet powiedziałabym, że zrobiło się bardziej klimatycznie.




I widoczki z pociągu, w drodze do Filadelfii:




xoxo, Dorota