29 września, 2014

Haul zakupowy


No i teraz wyjdzie, że niezła ze mnie kłamczucha. Czy to nie ja ostatnio pisałam, że szkoda wydawać pieniędzy na ciuchy?! Jednak mam usprawiedliwienie - na podróże w tym miesiącu udało mi się oszczędzić znacznie więcej, niż planowałam, dlatego postanowiłam sobie zrobić nagrodę :) Poza tym jak mam biegać jesienią bez ciepłych sportowych ciuszków?
Oto moje ostatnie łupy:

 Charlotte Russe: $24.99 $12
 ROSS: $34.99 $13.99

 ROSS (zdjęcie zupełnie nie oddaje jej uroku!): $35 $10

ROSS (skusiłam się, bo Calvin Klein za taką tanioszkę): $80 $20

ROSS: $99.99 $37.99

ROSS: $69 $27.99

ROSS: $79 $15.99

 ROSS: $50$ $19.99

ROSS: $35.99 $16.99

 ROSS: $19.98 $8.99


Tyle na dziś. 
Wysyłam jeszcze utwór, który już tylko z Ameryką będzie mi się kojarzył. 
Wieczór, ciemne ulice New Jersey, jazda samochodem z Natalią i słuchanie na full piosenki, przy której aż mnie zatkało. Słowa idealnie w punkt oddają to, gdzie się teraz jako człowiek znajduję. Uwielbiam to uczucie, kiedy mam wrażenie, jakby ktoś o mnie piosenkę napisał.
Chyba czas zacząć słuchać polskiej muzyki. Btw dodałam link do mojego profilu na lastfm w prawym górnym rogu strony.






xoxo, Dorota

25 września, 2014

Schedule / College


Dziś przedstawiam mój jakże napięty grafik:
6:25-35 - pobudka (młoda wymyśliła sobie wstawanie od tego roku szkolnego pół godziny wcześniej, bo przecież jest już taka dorosła!)
6:35-8:15 - budzenie dzieci, ogarnianie siebie, przygotowywanie im śniadania, siedzenie z młodym i czekanie na 8, kiedy to idę odprowadzić go do szkoły oddalonej jakieś 5min pieszo od domu.
8:15-15 - wolneee! 1-2x w tygodniu robię pranie w tym czasie i wyprowadzam psa na spacer, co jest baaardzo przyjemnym obowiązkiem.
15 - dzieci przychodzą ze szkoły i w zależności od dnia, w różnych kombinacjach czasowych oglądają tv, odrabiają lekcje, mają playdates i zajęcia dodatkowe. Zwykle wygląda to tak, że oni są czymś zajęci, a ja mam czas dla siebie, albo zawożę/odprowadzam któreś z nich na zajęcia.
18-19 - hostka wraca do domu i wtedy przejmuje stery. Bywa, że jeśli dzieci mają w tym samym czasie zajęcia, to je przywożę lub przyprowadzam.

Dodatkowo, średnio 2x w tygodniu hostka ma dinner wieczorem i wraca późno, wtedy ja siedzę z dziećmi. Zwykle oglądają telewizję aż do pójścia spać (młody 8:30, młoda 9:30), więc nie muszę się specjalnie wysilać :P W weekendy też się zdarza się, że przez kilka godzin z nimi zostaję i choć pracy jest niewiele, to tak naprawdę wychodzi, że faktycznie ten jeden weekend w miesiącu mam w 100% wolny. A nawet jeśli jest ich więcej, to często dowiaduję się o tym kilka dni przed, co bardzo mnie ogranicza w planowaniu podróży. To zdecydowanie mi się nie podoba!

Tak czy siak, nie narzekam na mój schedule, bo mam naprawdę sporo czasu dla siebie, a nawet będąc z dziećmi mogę się zajmować swoimi sprawami. Takie są plusy wieku szkolnego. Dodatkowo nie są to dzieci, przy których bez przerwy trzeba siedzieć i się zajmować, szczególnie 12-letnia dziewczynka. Z 8-latkiem zdecydowanie więcej rzeczy robimy razem, ale też dzięki temu jesteśmy znacznie bliżej.

*

College.
Jak już wspominałam, wybrałam kurs English as a Second Language: Grammar. Chodzę na zajęcia dwa razy w tygodniu (wtorki i czwartki 12:30-1:45) do Camden County College. Kampusy tej uczelni są w trzech miastach w NJ, ja wybrałam w Camden. 
Kilka zdjęć jakie udało mi sie zrobić:








Moja grupa składa się z ok. 25 osób, w większości z Azjatów i Latynosów. Jeden Meksykanin powiedział mi, że się wyróżniam - faktycznie, jestem tam jedyną Europejką!
Co do samych zajęć... Nie mogę powiedzieć, że jestem zadowolona. Uczęszczam tam już prawie miesiąc, a my wałkujemy wciąż ten sam temat. To nie to, że czuję się zajebista i wiem wszystko. Ale liczyłam, że na tych zajęciach tempo nauki sprawi, że będę musiała się spiąć, starać, w domu posiedzieć nad książkami. Podobno to najwyższy poziom tego kursu. A wszystko jest powolne, nudne, czasami wręcz śmiesznie oczywiste. Rozumiem, że poziom trzeba dostosować do najsłabszych, ale to nie znaczy, że można nas wypuszczać po pół godziny zajęć lub wałkować jedno ćwiczenie przez całą lekcję i nic nam nie zadawać! Jestem tym naprawdę poirytowana. Hostka zapłaciła niemałe pieniądze za ten kurs (468$, a tylko 3 kredyty) i zdecydowanie nie tak to powinno wyglądać. Nigdy nie sądziłam, że będę się cieszyła na zbliżający się test lub na zadanie domowe, ale dzięki temu wiem, że muszę usiąść do książek. Swoją drogą, obowiązkowa książka kosztowała 70$, a ani razu jej nie użyliśmy. Babka daje nam kserówki... Co ciekawe, moja koleżanka, która jest na tym samym kursie tylko poziom niżej, jest bardzo zadowolona - dużo robią na zajęciach, mają zadania domowe, co chwilę testy. Wychodzi na to, że to kwestia nauczyciela lub grupy.
Cóż, punkt z Bucket List skreślony, ale nie tak 'studiowanie w amerykańskim collegu' sobie wyobrażałam.
Bardzo możliwe, że sama się negatywnie nakręciłam i trudno będzie mi zmienić podejście, nawet jeśli zmieni się sposób prowadzenia zajęć. Ale wiem i tak, że jeśli przedłużę program, a co za tym idzie, będę musiała uzyskać dodatkowe 3 kredyty, biorę cokolwiek, byle było tanie i szybkie. 

Ostatnio po zajęciach minęłam moją stację i przeszłam 10min na zachód, żeby przyjrzeć się Filadelfii z innej perspektywy. I nic mnie nie zaskoczyło - z każdej jest piękna.







xoxo, Dorota

21 września, 2014

Spruce Street Harbor Park


Jaka szkoda, że odkryłam ten park tak późno! Jest otwarty do końca września. W weekendy jest kompletnie zatłoczony, ale nie ma się co dziwić - atmosfera panuje tam fantastyczna. Możesz usiąść sobie na stogu siana, poleżeć na hamaku lub leżaku, a dookoła piękne kolorowe światełka na drzewach. Muszę znaleźć więcej takich miejsc w Filadelfii!





Niestety nasze wypady zawsze polegają głównie na jedzeniu...



Czyhałyśmy na te leżaki i w końcu się udało ;D Tutaj Nohellya z Boliwii i Natalia.

Bycie niepełnoletnim w Stanach jest naprawdę do bani, ale nie ma tragedii, gdy się ma starsze koleżanki ;)


Dostanie się do hamaka graniczy z cudem o tej porze i to w sobotę. W następnym sezonie powalczę :D






Z takich nowości, to na pewno w przyszłym miesiącu uderzam na weekend do DC, łiii :) Może uda mi się też w końcu pojechać do NYC. Jeśli nie na weekend, to na pewno chociaż jeden dzień. I coraz bardziej wątpię w mój wyjazd z hostami do Teksasu, bo sama muszę sobie płacić za bilety, a ceny rosną z każdym dniem. Gdybyśmy zamówili je miesiąc temu dałabym radę, ale na tą chwilę bezpośredni wynosi więcej niż moja miesięczna wypłata... Jestem tym ogromnie rozczarowana, ale i tak tam pojadę, choćby sama!



xoxo, Dorota

15 września, 2014

Mix zdjęć z ostatniego tygodnia


W poprzednim tygodniu nie działo się nic konkretnego, na co mogłabym poświęcić całą notkę, dlatego będzie o wszystkim i o niczym w zdjęciach :)


Tak zwykle spędzamy południa :) Może i 'Nashville' nie jest szczególnie dobrym serialem, ale chciałam coś do poćwiczenia języka, co jednocześnie nie wciągnie mnie na tyle, że będę musiała siedzieć nad tym dniami i nocami :P

Niebieska zrobiona dla mnie przez mojego S. (host son), a druga podarowana na zjeździe rodzinnym w górach (każdy tam taką dostał). 'Bo też jestem częścią rodziny' ;)

Studiujemy! Dowiedziałam się, że ten college to jeden z lepszych w NJ. Już rozumiem, dlaczego taki drogi...

Po zajęciach odwiedziłam Fifi (mamę hostki) w jej biurze, bo okazało się, że pracuje rzut beretem od mojego collegu. 

Oto jej biuro. Kiedy zobaczyłam jej zdjęcie na pierwszej stronie ulotki sądu, doznałam szoku. Nie sądziłam, że tak ważną funkcję pełni.

Czy to nie wygląda jak w filmie?! :D

Oprowadziła mnie po całym budynku i przedstawiała wszystkim napotkanym współpracownikom, kochana!

Ktoś ogląda mecze MŚ siatkówki? Z USA akurat mogli wygrać :P

A środowy wieczór spędzamy w Philly! Widoczek z pociągu.

Rittenhouse Square w Philadelphi. Samo centrum miasta, dookoła przeróżne puby i kawiarnie. Cudne miejsce, które żyje nawet w środku tygodnia. 




Rundka po ulicach dookoła parku.






Troszkę Rocco.

Bardziej uzależniony ode mnie!

 
Ma tylko rok, więc wciąż jest 'puppy', ale czasami zapomina jaki jest już duży i ładuje swoje cielsko na kolana, słodziak :)

Piątkowa impreza. Tutaj z Eleną.

A tu Natalia z Sarą z Włoch. Czy Sara nie wygląda jak Anne Hathaway?!

W niedzielę wybrałyśmy się do Penn's Landing na Mexican Festival.

Zjadłyśmy tacos (bardzo ostre, bardzo średnie).

Połaziłyśmy, posłuchałyśmy meksykańskiej muzyki i uznałyśmy, że jest nudno.


Jak typowy polski festyn.

Udałyśmy się więc na darmowe przedstawienie.

 Widoczki widziane z kolejki.


Od prawej: Naty (Meksyk), Sara i jej host siostra (o ile coś takiego jest ;D - córka host rodziców Sary i siostra dziecka, którym się zajmuje), ma 21 lat i bardzo się zaprzyjaźniły, mega fajna sprawa.

 
A to łódka, w której odbyło się przedstawienie.

Tutaj wejście.

A tu wnętrze. Super klimacik. Siedzieliśmy na ławkach po bokach. W trakcie przedstawienia wysyłano nam sms-y (np. w trakcie pisania listu przez którąś z postaci), ułatwiające zrozumienie niektórych momentów. Uznałyśmy, że sztuka była dziwna, a dziewczyny, że drugi raz by na coś podobnego nie poszły. A ja zdecydowanie tak, lubię takie wynalazki :)

W drodze powrotnej przechodziłyśmy przez ten cudowny park. Koniecznie tam wracam w przyszły weekend na dłużej!

Magia *.*

Hostka też była w niedzielę w Philly, tylko w innej części miasta. Oto co tam zauważyła.

A to mi kupiła tego dnia :) Idealnie trafione w mój gust!


Przedwczoraj stuknął mi drugi miesiąc. Podsumowanie będzie przy trzecim, bo teraz za wiele nowego by nie było. Kiedy to tak leci?!


xoxo, Dorota