W poprzednim tygodniu nie działo się nic konkretnego, na co mogłabym poświęcić całą notkę, dlatego będzie o wszystkim i o niczym w zdjęciach :)
Tak zwykle spędzamy południa :) Może i 'Nashville' nie jest szczególnie dobrym serialem, ale chciałam coś do poćwiczenia języka, co jednocześnie nie wciągnie mnie na tyle, że będę musiała siedzieć nad tym dniami i nocami :P
Niebieska zrobiona dla mnie przez mojego S. (host son), a druga podarowana na zjeździe rodzinnym w górach (każdy tam taką dostał). 'Bo też jestem częścią rodziny' ;)
Studiujemy! Dowiedziałam się, że ten college to jeden z lepszych w NJ. Już rozumiem, dlaczego taki drogi...
Po zajęciach odwiedziłam Fifi (mamę hostki) w jej biurze, bo okazało się, że pracuje rzut beretem od mojego collegu.
Oto jej biuro. Kiedy zobaczyłam jej zdjęcie na pierwszej stronie ulotki sądu, doznałam szoku. Nie sądziłam, że tak ważną funkcję pełni.
Czy to nie wygląda jak w filmie?! :D
Oprowadziła mnie po całym budynku i przedstawiała wszystkim napotkanym współpracownikom, kochana!
Ktoś ogląda mecze MŚ siatkówki? Z USA akurat mogli wygrać :P
A środowy wieczór spędzamy w Philly! Widoczek z pociągu.
Rittenhouse Square w Philadelphi. Samo centrum miasta, dookoła przeróżne puby i kawiarnie. Cudne miejsce, które żyje nawet w środku tygodnia.
Rundka po ulicach dookoła parku.
Troszkę Rocco.
Bardziej uzależniony ode mnie!
Ma tylko rok, więc wciąż jest 'puppy', ale czasami zapomina jaki jest już duży i ładuje swoje cielsko na kolana, słodziak :)
Piątkowa impreza. Tutaj z Eleną.
A tu Natalia z Sarą z Włoch. Czy Sara nie wygląda jak Anne Hathaway?!
W niedzielę wybrałyśmy się do Penn's Landing na Mexican Festival.
Zjadłyśmy tacos (bardzo ostre, bardzo średnie).
Połaziłyśmy, posłuchałyśmy meksykańskiej muzyki i uznałyśmy, że jest nudno.
Jak typowy polski festyn.
Udałyśmy się więc na darmowe przedstawienie.
Widoczki widziane z kolejki.
Od prawej: Naty (Meksyk), Sara i jej host siostra (o ile coś takiego jest ;D - córka host rodziców Sary i siostra dziecka, którym się zajmuje), ma 21 lat i bardzo się zaprzyjaźniły, mega fajna sprawa.
A to łódka, w której odbyło się przedstawienie.
Tutaj wejście.
A tu wnętrze. Super klimacik. Siedzieliśmy na ławkach po bokach. W trakcie przedstawienia wysyłano nam sms-y (np. w trakcie pisania listu przez którąś z postaci), ułatwiające zrozumienie niektórych momentów. Uznałyśmy, że sztuka była dziwna, a dziewczyny, że drugi raz by na coś podobnego nie poszły. A ja zdecydowanie tak, lubię takie wynalazki :)
W drodze powrotnej przechodziłyśmy przez ten cudowny park. Koniecznie tam wracam w przyszły weekend na dłużej!
Magia *.*


Wiem, że zdjęć milion, ale... PIESEK JEST TAKI SŁODKI *______*
OdpowiedzUsuńHaha, wiedziałam, że on skradnie tego posta :D
Usuńleci ten czas leci:) mi za niedługo dwa miesiące stukną!
OdpowiedzUsuńpiesek faktycznie słodki a i park w Philly uroczy! zamierzam odwiedzić to miasto za niedługo:)
Szok, co nie?!
UsuńPrzyjeżdżaj, Philly zdecydowanie da się lubić! Możemy zorganizować jakieś spotkanie, jeśli chcesz :)
A mi się zdjęcie pieska nie zaladowalo :(
OdpowiedzUsuńStudiowanie w amerykańskim college'u - marzenie! już niedługo. Za trzy tygodnie o tej porze powinnam spać w Hiltonie w Meadowlands, NJ :D
A mi się zdjęcie pieska nie zaladowalo :(
OdpowiedzUsuńStudiowanie w amerykańskim college'u - marzenie! już niedługo. Za trzy tygodnie o tej porze powinnam spać w Hiltonie w Meadowlands, NJ :D
Yay, pamiętam tą ekscytację przedwyjazdową! A te trzy tygodnie zlecą jak z bicza strzelił :)
UsuńNiby nic a jednak Coś!
OdpowiedzUsuńA pieseł genialny!! :D
Chyba urok Ameryki :D Mam wrażenie, że tutaj nawet nudzenie się jest ciekawsze niż w PL :D
UsuńAbsolutnie wszystkie au pair mówią o tym jak leci czas, jestem ciekawa, czy ja też będę miała takie odczucia :)
OdpowiedzUsuńWspaniale ogląda się takie zdjęcia, poproszę więcej! Pomyślałam sobie, że fajnie byłoby mieć przyjaciółkę host siostrę, naprawdę super sprawa!
Stawiam, że będziesz miała dokładnie tak samo :)
UsuńSerio? Mogę robić takie notki, bo tak jest zdecydowanie łatwiej, niż szukać jednego konkretnego tematu, kiedy nigdzie dalej się nie wyjeżdża.
To naprawdę świetna opcja, o wiele łatwiej się zaaklimatyzować w rodzinie i na pewno szybciej języka się uczy. Ale chyba raczej rzadko się to zdarza :)