Relacje z host rodzinką
Po sześciu miesiącach hości stali się dla mnie drugą rodziną. Przebywanie z nimi stało się dla mnie codziennością, więc nie ma mowy o jakimkolwiek braku komfortu, krępowaniu się. Miałam to szczęście, że trafiłam na jedną z tych normalnych, wartościowych rodzin, które nie traktują au pair jako pomoc domową. Świetny kontakt mam też z resztą rodziny. Z dziadkami się po prostu uwielbiamy! Są bardzo barwnymi i charakterystycznymi postaciami, służącymi mi pomocą na każdym kroku. Z host dziewczynką jest już znacznie lepiej, choć nie sądzę, żebyśmy stały się przyjaciółkami podczas mojego pobytu w ich domu. Nazwę to 'niedopasowaniem charakterów'. Ale mimo wszystko więcej mi mówi, w znacznie milszy sposób i potrafimy miło spędzić czas. Za to 9-letni S. to moja wielka miłość! <3 Z jednej strony mnie niemiłosiernie irytuje i doprowadza do nerwicy, ale jeszcze bardziej rozśmiesza, rozczula i sprawia, że samo wyobrażenie o opuszczeniu ich rodziny jest dla mnie katorgą. Do tego uwielbia moją Natalię, a ona jest zakochana w nim :) Z M., moją hostką, sprawy mają się znacznie lepiej. Jakiś czas temu miałyśmy dziwny kryzys, spowodowany niewiadomo czym. Ja nauczyłam się nie brać wszystkiego do siebie i nie widzieć przyczyn wszystkich jej mniej miłych spojrzeń w sobie. Krótko mówiąc - mieć wy*ebane. I to było dobre posunięcie, bo teraz jest naprawdę dobrze. Jakoś tak luźniej jest między nami, wesoło, NORMALNIE. Nie wiem, czy kiedykolwiek zaprzyjaźnimy się tak bardzo, jak to było z nią i poprzednią au pair, ale przecież każdy jest inny i nie między wszystkimi możliwa jest wielka przyjaźń. Przestałam sama od siebie wymagać niemożliwego, stawiać pod presją i porównywać. I wyszło mi to na dobre, bo czuję się doskonale i automatycznie wszystkie 'problemy' (prawdopodobnie wymyślone przeze mnie) zniknęły.
Język
Największym osiągnięciem dla mnie jest to, że załatwiając jakiekolwiek sprawy formalne, jadąc na urodziny dziadka, gdzie jest cała rodzina i masa znajomych, wysłuchując robotników naprawiających coś w naszym domu, nie myślę co i jak powiem, nie stresuję się, nie zaglądam do słownika. Idę na żywioł i zawsze sobie radzę. Czytam książki i wszelkie gazety 10x szybciej, filmy rozumiem na bieżąco, bez większego wysiłku. Po takim czasie umysł się otwiera na nowy język, znacznie szybiej idzie łapanie nowych słówek i zwrotów, zapamiętywanie ich i potem używanie. Robię błędy i to mnóstwo, nie używam skomplikowanej gramatyki, ale fakt, że jestem w stanie wszystko załatwić sama, bez stresu i słownika, jest dla mnie samej dużym powodem do dumy.
Miejsca, ludzie
Żaden nowy stan, żadna dalsza wycieczka.. Jednak na cotygodniowe wypady do Philly i comiesięczne do NYC narzekać nie mogę ;) Z pewnością na wiosnę wyjazdów będzie więcej, ale na tą chwilę, w tym zimnie, wieczór w Starbucksie czy restauracji jest dla mnie najlepszą opcją.
Co do ludzi - Natalia jest i będzie już do końca moim numer jeden. Nie spodziewałam się, że mogę tak szybko i tak bardzo się z kimś zaprzyjaźnić. Bez niej mój pobyt tutaj nawet w połowie nie byłby tak udany. Z dziewczynami z clustera kontakt mam, ale sporadyczny. To nieco inny typ dziewczyn, więc przyjaźni nie będzie. Regularnie spotykam się z Meksykanką Eleną i to ją z międzynarodowego towarzystwa lubię najbardziej. W końcu też poznałam drugą Natalię z Polski, równie kochaną, spędziłyśmy wspólnie Sylwestra i coś jeszcze razem planujemy. Jaka szkoda, że jest z zupełnie innej strony Filadelfii i częste spotkania są niemożliwe! Na deser (:D) zostawiłam wspomnienie o Kindze i Beatce, także z okolic Philly, z którymi jeszcze z Natalią tworzymy Fantastyczną Czwórkę i każdy nasz wspólny wypad kończy się płaczem ze śmiechu, robieniem sobie wstydu w każdej restauracji, w jakiej jemy, obgadywaniem ludzi i nienasyceniem rozmowami. Teraz już wiem, co to znaczy czuć, jakby się kogoś znało od zawsze :) Jestem cholerną szczęściarą spotykając właśnie tych ludzi na mojej drodze.
Plany
Już oficjalnie mogę się pochwalić, że za dwa tygodnie lecę do Miami na 7 dni! Miasto jak miasto, ale wygrzewać się na plaży w środku zimy... Ah, ah *.* Będziemy tam we 4: 'druga' Natalia, dziewczyna z Boliwii z mojego clustera i jej koleżanka. Jestem ogromnie podekscytowana samym planowaniem tej podróży!
A poza tym, to mam sporo planów jednodniowych wycieczek w Pennsylvanii, parku rozrywki w New Jersey, weekendu w Atlantic City i więcej, ale to wszystko jak się zrobi cieplej!
Ogólnie
Podaruję już sobie wszelkie rozkminy i przemyślenia. Chcę tylko powiedzieć, że jestem tu cholernie szczęśliwa, otaczają mnie cudowni ludzie, robię rzeczy, które sprawiają mi ogromną przyjemność i na które w Polsce nie miałam czasu lub motywacji i korzystam z każdego dnia ile wlezie. Jest dobrze, a nawet lepiej :) Do tego stopnia, że nie wyobrażam sobie jeszcze wracać. Nie, nie, lipiec to zdecydowanie za szybko. Już rozmawiałam z hostką i... naprawdę nie wiem, co by się musiało stać, żebym nie przedłużyła programu. Tak, z tą samą rodzinką, w tym samym miejscu. Au pair, która ma to uczucie, że znalazła dla siebie idealne miejsce i idealną rodzinę, nie wypuszcza tego z rąk ;) Nowe, być może atrakcyjniejsze miejsce spada na drugi plan. Bo to ludzie sprawiają, że miejsce staje się dla nas wyjątkowe!
xoxo, Dorota

