15 stycznia, 2015

Pól roku w Ameryce - podsumowanie


Relacje z host rodzinką
Po sześciu miesiącach hości stali się dla mnie drugą rodziną. Przebywanie z nimi stało się dla mnie codziennością, więc nie ma mowy o jakimkolwiek braku komfortu, krępowaniu się. Miałam to szczęście, że trafiłam na jedną z tych normalnych, wartościowych rodzin, które nie traktują au pair jako pomoc domową. Świetny kontakt mam też z resztą rodziny. Z dziadkami się po prostu uwielbiamy! Są bardzo barwnymi i charakterystycznymi postaciami, służącymi mi pomocą na każdym kroku. Z host dziewczynką jest już znacznie lepiej, choć nie sądzę, żebyśmy stały się przyjaciółkami podczas mojego pobytu w ich domu. Nazwę to 'niedopasowaniem charakterów'. Ale mimo wszystko więcej mi mówi, w znacznie milszy sposób i potrafimy miło spędzić czas. Za to 9-letni S. to moja wielka miłość! <3 Z jednej strony mnie niemiłosiernie irytuje i doprowadza do nerwicy, ale jeszcze bardziej rozśmiesza, rozczula i sprawia, że samo wyobrażenie o opuszczeniu ich rodziny jest dla mnie katorgą. Do tego uwielbia moją Natalię, a ona jest zakochana w nim :) Z M., moją hostką, sprawy mają się znacznie lepiej. Jakiś czas temu miałyśmy dziwny kryzys, spowodowany niewiadomo czym. Ja nauczyłam się nie brać wszystkiego do siebie i nie widzieć przyczyn wszystkich jej mniej miłych spojrzeń w sobie. Krótko mówiąc - mieć wy*ebane. I to było dobre posunięcie, bo teraz jest naprawdę dobrze. Jakoś tak luźniej jest między nami, wesoło, NORMALNIE. Nie wiem, czy kiedykolwiek zaprzyjaźnimy się tak bardzo, jak to było z nią i poprzednią au pair, ale przecież każdy jest inny i nie między wszystkimi możliwa jest wielka przyjaźń. Przestałam sama od siebie wymagać niemożliwego, stawiać pod presją i porównywać. I wyszło mi to na dobre, bo czuję się doskonale i automatycznie wszystkie 'problemy' (prawdopodobnie wymyślone przeze mnie) zniknęły.

Język
Największym osiągnięciem dla mnie jest to, że załatwiając jakiekolwiek sprawy formalne, jadąc na urodziny dziadka, gdzie jest cała rodzina i masa znajomych, wysłuchując robotników naprawiających coś w naszym domu, nie myślę co i jak powiem, nie stresuję się, nie zaglądam do słownika. Idę na żywioł i zawsze sobie radzę. Czytam książki i wszelkie gazety 10x szybciej, filmy rozumiem na bieżąco, bez większego wysiłku. Po takim czasie umysł się otwiera na nowy język, znacznie szybiej idzie łapanie nowych słówek i zwrotów, zapamiętywanie ich i potem używanie. Robię błędy i to mnóstwo, nie używam skomplikowanej gramatyki, ale fakt, że jestem w stanie wszystko załatwić sama, bez stresu i słownika, jest dla mnie samej dużym powodem do dumy.

Miejsca, ludzie
Żaden nowy stan, żadna dalsza wycieczka.. Jednak na cotygodniowe wypady do Philly i comiesięczne do NYC narzekać nie mogę ;) Z pewnością na wiosnę wyjazdów będzie więcej, ale na tą chwilę, w tym zimnie, wieczór w Starbucksie czy restauracji jest dla mnie najlepszą opcją.
Co do ludzi - Natalia jest i będzie już do końca moim numer jeden. Nie spodziewałam się, że mogę tak szybko i tak bardzo się z kimś zaprzyjaźnić. Bez niej mój pobyt tutaj nawet w połowie nie byłby tak udany. Z dziewczynami z clustera kontakt mam, ale sporadyczny. To nieco inny typ dziewczyn, więc przyjaźni nie będzie. Regularnie spotykam się z Meksykanką Eleną i to ją z międzynarodowego towarzystwa lubię najbardziej. W końcu też poznałam drugą Natalię z Polski, równie kochaną, spędziłyśmy wspólnie Sylwestra i coś jeszcze razem planujemy. Jaka szkoda, że jest z zupełnie innej strony Filadelfii i częste spotkania są niemożliwe! Na deser (:D) zostawiłam wspomnienie o Kindze i Beatce, także z okolic Philly, z którymi jeszcze z Natalią tworzymy Fantastyczną Czwórkę i każdy nasz wspólny wypad kończy się płaczem ze śmiechu, robieniem sobie wstydu w każdej restauracji, w jakiej jemy, obgadywaniem ludzi i nienasyceniem rozmowami. Teraz już wiem, co to znaczy czuć, jakby się kogoś znało od zawsze :) Jestem cholerną szczęściarą spotykając właśnie tych ludzi na mojej drodze.

Plany
Już oficjalnie mogę się pochwalić, że za dwa tygodnie lecę do Miami na 7 dni! Miasto jak miasto, ale wygrzewać się na plaży w środku zimy... Ah, ah *.* Będziemy tam we 4: 'druga' Natalia, dziewczyna z Boliwii z mojego clustera i jej koleżanka. Jestem ogromnie podekscytowana samym planowaniem tej podróży!
A poza tym, to mam sporo planów jednodniowych wycieczek w Pennsylvanii, parku rozrywki w New Jersey, weekendu w Atlantic City i więcej, ale to wszystko jak się zrobi cieplej!

Ogólnie
Podaruję już sobie wszelkie rozkminy i przemyślenia. Chcę tylko powiedzieć, że jestem tu cholernie szczęśliwa, otaczają mnie cudowni ludzie, robię rzeczy, które sprawiają mi ogromną przyjemność i na które w Polsce nie miałam czasu lub motywacji i korzystam z każdego dnia ile wlezie. Jest dobrze, a nawet lepiej :) Do tego stopnia, że nie wyobrażam sobie jeszcze wracać. Nie, nie, lipiec to zdecydowanie za szybko. Już rozmawiałam z hostką i... naprawdę nie wiem, co by się musiało stać, żebym nie przedłużyła programu. Tak, z tą samą rodzinką, w tym samym miejscu. Au pair, która ma to uczucie, że znalazła dla siebie idealne miejsce i idealną rodzinę, nie wypuszcza tego z rąk ;) Nowe, być może atrakcyjniejsze miejsce spada na drugi plan. Bo to ludzie sprawiają, że miejsce staje się dla nas wyjątkowe!


xoxo, Dorota

12 stycznia, 2015

Musical on Broadway


Obejrzenie sztuki na Broadway'u było moim zdecydowanym 'must do' podczas pobytu w Ameryce. Jaką nieopisaną radość sprawiła mi moja amerykańska familia, podarowując mi bilet pod choinkę! Co więcej - cała rodzina planowała się tam wybrać, więc wyszedł z tego rodzinny wypad do Nowego Jorku.

Dzień rozpoczęliśmy od wczesnego lunchu w Ellen's Stardust Diner. Jedzenie jak jedzenie, ale śpiewający (i to naprawdę dobrze!) kelnerzy to coś, co absolutnie wyróżnia to miejsce. Ich występy zabawiają tam klientów przez cały czas. A repertuar zawiera wszystkiego po trochu: od 'Bang bang', przez utwory z musicalu 'Chicago' do 'Let it go' z Frozen (i w odpowiednich momentach sypanie słomkami). Polecam to miejsce gorąco! Nas idealnie rozgrzało na zbliżające się show :)




A potem główna atrakcja wieczoru, czyli 'Mamma Mia' na Broadwayu! Co tu dużo opowiadać - genialne show, świetna zabawa, niesamowita energia, fantastyczni aktorzy, wspaniała muzyka. 2.5h występu przemija niczym pół godzinki. Już myślę, na jakie show wybiorę się następnym razem. Bilety do tanich nie należą, ale według mnie - WARTO!




W drodze powrotnej złapaliśmy taksówkę i tym samym mogę skreślić kolejne dwa punkty z mojej Bucket List. Co za dzień! :)))


xoxo, Dorota

04 stycznia, 2015

Mummers Parade


W końcu powróciłam do fotografowania za jakim tęskniłam. Ciekawe wydarzenie, dużo sie dzieje, a ja się gimnastykuję, żeby wyłapać najbardziej interesujące momenty. Było o tyle łatwiej, że ludzie sami domagali się zdjęć, interakcji. Oh, jak mogłam odstawić mój aparat i przestać się cieszyć jego użytkowaniem na tak długi czas? 

Mummers Parade odbywa się na ulicach Fildalefii co roku 1 stycznia, już od ponad stu lat. Dzień dla niektórych dość nieszczęsny, ale my nie mogłyśmy przegapić tego wydarzenia. Świetna zabawa, radosna atmosfera i przemili ludzie dookoła, świętujący wspólnie nadejście nowego roku, tańcząc, przybijając piątki i życząc innym wszystkiego dobrego. 


























Tak cieplutko na sercu się zrobiło :) 













xoxo, Dorota