21 grudnia, 2015

Świąteczna Filadelfia

Coraz bliżej święta, coraz bliżej święta... Święta Bożego Narodzenia to chyba oficjalnie najtrudniejszy okres dla wszystkich au pairek. Nie dość, że wybieranie prezentów dla hostów jest nie lada wyzwaniem, koszty tego przedsięwzięcia konkretnie opróżniają nasze portfele, to na dodatek tęsknota za prawdziwym domem uderza z podwojoną siłą. Bez wątpienia grudzień jest moim najmniej lubianym miesiącem w Ameryce. W tym roku Natalia i Elena, czyli osoby, z którymi najwięcej czasu spędzam na co dzień, postanowiły wyjechać na święta do swoich domów, więc na dodatek zostałam ze swoim smutkiem sama. Jedynie ta kalifornijska temperatura zimą (serio, 20 stopni!) mnie pociesza.
W Mikołajki wybrałyśmy się z dziewczynami do Filadelfii, która całkiem uroczo prezentuje się w świątecznym wystroju. 






















xoxo, Dorota


10 grudnia, 2015

Don't mess with Texas cz. 2



San Antonio to taki zamerykanizowany Meksyk. Więcej tam Latynosów niż Amerykanów. Przyjemne miasto, ale nic specjalnego. Poza spacerkiem wzdłuż Riverwalk nic by mnie raczej nie przekonywało do wyjścia wieczorem z domu. Hiszpańska muzyka króluje w pubach. Tu też znajdziesz kowbojki i kapelusze w sklepach, ale w tej bardziej tandetnej wersji. Miasto jest na pewno tańsze do życia niż Austin i uchodzi za bardzo rodzinne miasto. Ja zamiast samego miasta, bardziej wspominać bede imprezowanie z koleżanką Meksykanką i jej znajomymi. Przesympatyczni i bardzo weseli ludzie! Ale fakt jest taki, że San Antonio to dla mnie dotychczas największe rozczarowanie w Ameryce. Być może to dlatego, że opuszczenie Austin wywołało u mnie małą depresję i jakiekolwiek miasto odebrałabym w tamtym momencie w ten sam sposób.









The Cathedral of San Fernando.

Riverwalk.








 Pozostałości murów misji Alamo. Bardzo ważne z punktu historycznego miejsce.



xoxo, Dorota


01 grudnia, 2015

Don't mess with Texas cz. 1


Jako że Texas znajdował się od dawna na samym szczycie moich podróżniczych marzeń, oczekiwania były ogromne. Poprzeczka do tego była zawieszona wysoko, bo Nashville zaczarowało mnie od samego początku i szczerze wątpiłam, że coś może to przebić. Ależ się myliłam! W NOLA miałam nawet mały kryzys i wcale nie chciało mi się do Teksasu lecieć. Dopiero w samolocie z każdą minutą zaczynała mnie łapać co raz większa ekscytacja. Miałam ochotę skakać ze szczęścia na myśl, że w końcu postawię nogę w moim wymarzonym Teksasie!
Będę teraz bardzo patetyczna, ostrzegam. Ale nigdy wcześniej nie doświadczyłam tego uczucia przynależności do jakiegoś miejsca, w którym nie ma żadnych moich bliskich. Czułam to w sercu, w kościach, w przepełnionym dreszczami ciele, nawet w pofalowanych od wilgoci powietrza włosach :P Nieważne, czy spacerowałam po ciemku przy przepięknym kapitolu, siedziałam jak zaczarowana w pubie słuchajac lokalnego zespołu, tańczyłam z cowboyem do Johnnego Casha, zajadałam się pysznym barbeque w starej przydrożnej, a tak klimatycznej knajpie, czy tylko odpoczywałam w parku obserwując panoramę miasta. Klimat! Ludzie! Muzyka! To miejsce ma coś w sobie i nie potrzebowałam dużo czasu, żeby poczuć pewność, że mogłabym w tym miejscu zamieszkać. Austin to moje miejsce. Atmosfera miasta idealnie wpasowuję sie w mój styl i gust. 

Jeśli jakieś au pairki mieszkają w Austin, to proszę tego nie pisać, bo umrę z zazdrości :P

Poza tym - hostele to najfajniejsza rzecz na świecie. Byłam już w wielu w Ameryce, ale pierwszy raz sama. I prawda jest taka, że to był też pierwszy raz kiedy zwracałam uwagę na innych ludzi i starałam się integrować. To niesamowite, jakich interesujących ludzi z całego świata można spotkać. Różne ciekawe osobowości, różne historie. Bardzo, bardzo budujące doświadczenie! 


Maksyma miasta brzmi: 'keep Austin weird'. Na nudę narzekać tam nie można.

Oprócz flagi USA, w Teksasie zawsze zobaczysz obok stanową. Mieszkańcy Teksasu są bardzo dumni ze swojego pochodzenia. W końcu kiedyś było to niepodległe państwo. Wyobrażacie sobie, że sam Tx jest praktycznie dwa razy większy niż Polska?



Popularne tam food trucks.


 State Capitol.



Jihee z Korei Południowej, z którą właściwie spędziłam najwięcej czasu w Austin.






Graffiti Park.












Bardzo znany w Teksasie sklep muzyczny.

Raj dla płytomaniaków. Można znaleźć sporo używanych płyt za mniejsze pieniądze. Tego typu pamiątki z podróży lubię najbardziej, więc nabyłam album Rolling Stonesów za śmieszne kilka dolarów.




Jakbyś zapomniał w jakim stanie przebywasz ;)




Znaną turystyczną atrakcją w Austin są nietoperze wylatujące spod mostu.

Nie jestem niestety zbyt dobrym nocnym fotografem, więc praktycznie ich nie widać na zdjęciach. Ale widok na żywo piękny!


Słynna 6th Street, na której wszystko się dzieje. Puby, ludzie, muzyka. Według mnie to taka bardziej estetyczna, rockowa wersja Broadwaya w Nashville.


 Kapitol po raz kolejny.




xoxo, Dorota