San Antonio to taki zamerykanizowany Meksyk. Więcej tam Latynosów niż Amerykanów. Przyjemne miasto, ale nic specjalnego. Poza spacerkiem wzdłuż Riverwalk nic by mnie raczej nie przekonywało do wyjścia wieczorem z domu. Hiszpańska muzyka króluje w pubach. Tu też znajdziesz kowbojki i kapelusze w sklepach, ale w tej bardziej tandetnej wersji. Miasto jest na pewno tańsze do życia niż Austin i uchodzi za bardzo rodzinne miasto. Ja zamiast samego miasta, bardziej wspominać bede imprezowanie z koleżanką Meksykanką i jej znajomymi. Przesympatyczni i bardzo weseli ludzie! Ale fakt jest taki, że San Antonio to dla mnie dotychczas największe rozczarowanie w Ameryce. Być może to dlatego, że opuszczenie Austin wywołało u mnie małą depresję i jakiekolwiek miasto odebrałabym w tamtym momencie w ten sam sposób.
The Cathedral of San Fernando.
Riverwalk.
Pozostałości murów misji Alamo. Bardzo ważne z punktu historycznego miejsce.
xoxo, Dorota
Mam takie same odczucia co do San Antonio, riverwalk to dla mnie jedna wielka tandeta :p. Bylam tam przed Austin i nawet nie ma porownania.
OdpowiedzUsuńIle dni spedzilas w Texasie?:) P.S. Swietne ujecia! :)
OdpowiedzUsuń