10 grudnia, 2015

Don't mess with Texas cz. 2



San Antonio to taki zamerykanizowany Meksyk. Więcej tam Latynosów niż Amerykanów. Przyjemne miasto, ale nic specjalnego. Poza spacerkiem wzdłuż Riverwalk nic by mnie raczej nie przekonywało do wyjścia wieczorem z domu. Hiszpańska muzyka króluje w pubach. Tu też znajdziesz kowbojki i kapelusze w sklepach, ale w tej bardziej tandetnej wersji. Miasto jest na pewno tańsze do życia niż Austin i uchodzi za bardzo rodzinne miasto. Ja zamiast samego miasta, bardziej wspominać bede imprezowanie z koleżanką Meksykanką i jej znajomymi. Przesympatyczni i bardzo weseli ludzie! Ale fakt jest taki, że San Antonio to dla mnie dotychczas największe rozczarowanie w Ameryce. Być może to dlatego, że opuszczenie Austin wywołało u mnie małą depresję i jakiekolwiek miasto odebrałabym w tamtym momencie w ten sam sposób.









The Cathedral of San Fernando.

Riverwalk.








 Pozostałości murów misji Alamo. Bardzo ważne z punktu historycznego miejsce.



xoxo, Dorota


2 komentarze:

  1. Mam takie same odczucia co do San Antonio, riverwalk to dla mnie jedna wielka tandeta :p. Bylam tam przed Austin i nawet nie ma porownania.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ile dni spedzilas w Texasie?:) P.S. Swietne ujecia! :)

    OdpowiedzUsuń