Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Camden. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Camden. Pokaż wszystkie posty

25 września, 2014

Schedule / College


Dziś przedstawiam mój jakże napięty grafik:
6:25-35 - pobudka (młoda wymyśliła sobie wstawanie od tego roku szkolnego pół godziny wcześniej, bo przecież jest już taka dorosła!)
6:35-8:15 - budzenie dzieci, ogarnianie siebie, przygotowywanie im śniadania, siedzenie z młodym i czekanie na 8, kiedy to idę odprowadzić go do szkoły oddalonej jakieś 5min pieszo od domu.
8:15-15 - wolneee! 1-2x w tygodniu robię pranie w tym czasie i wyprowadzam psa na spacer, co jest baaardzo przyjemnym obowiązkiem.
15 - dzieci przychodzą ze szkoły i w zależności od dnia, w różnych kombinacjach czasowych oglądają tv, odrabiają lekcje, mają playdates i zajęcia dodatkowe. Zwykle wygląda to tak, że oni są czymś zajęci, a ja mam czas dla siebie, albo zawożę/odprowadzam któreś z nich na zajęcia.
18-19 - hostka wraca do domu i wtedy przejmuje stery. Bywa, że jeśli dzieci mają w tym samym czasie zajęcia, to je przywożę lub przyprowadzam.

Dodatkowo, średnio 2x w tygodniu hostka ma dinner wieczorem i wraca późno, wtedy ja siedzę z dziećmi. Zwykle oglądają telewizję aż do pójścia spać (młody 8:30, młoda 9:30), więc nie muszę się specjalnie wysilać :P W weekendy też się zdarza się, że przez kilka godzin z nimi zostaję i choć pracy jest niewiele, to tak naprawdę wychodzi, że faktycznie ten jeden weekend w miesiącu mam w 100% wolny. A nawet jeśli jest ich więcej, to często dowiaduję się o tym kilka dni przed, co bardzo mnie ogranicza w planowaniu podróży. To zdecydowanie mi się nie podoba!

Tak czy siak, nie narzekam na mój schedule, bo mam naprawdę sporo czasu dla siebie, a nawet będąc z dziećmi mogę się zajmować swoimi sprawami. Takie są plusy wieku szkolnego. Dodatkowo nie są to dzieci, przy których bez przerwy trzeba siedzieć i się zajmować, szczególnie 12-letnia dziewczynka. Z 8-latkiem zdecydowanie więcej rzeczy robimy razem, ale też dzięki temu jesteśmy znacznie bliżej.

*

College.
Jak już wspominałam, wybrałam kurs English as a Second Language: Grammar. Chodzę na zajęcia dwa razy w tygodniu (wtorki i czwartki 12:30-1:45) do Camden County College. Kampusy tej uczelni są w trzech miastach w NJ, ja wybrałam w Camden. 
Kilka zdjęć jakie udało mi sie zrobić:








Moja grupa składa się z ok. 25 osób, w większości z Azjatów i Latynosów. Jeden Meksykanin powiedział mi, że się wyróżniam - faktycznie, jestem tam jedyną Europejką!
Co do samych zajęć... Nie mogę powiedzieć, że jestem zadowolona. Uczęszczam tam już prawie miesiąc, a my wałkujemy wciąż ten sam temat. To nie to, że czuję się zajebista i wiem wszystko. Ale liczyłam, że na tych zajęciach tempo nauki sprawi, że będę musiała się spiąć, starać, w domu posiedzieć nad książkami. Podobno to najwyższy poziom tego kursu. A wszystko jest powolne, nudne, czasami wręcz śmiesznie oczywiste. Rozumiem, że poziom trzeba dostosować do najsłabszych, ale to nie znaczy, że można nas wypuszczać po pół godziny zajęć lub wałkować jedno ćwiczenie przez całą lekcję i nic nam nie zadawać! Jestem tym naprawdę poirytowana. Hostka zapłaciła niemałe pieniądze za ten kurs (468$, a tylko 3 kredyty) i zdecydowanie nie tak to powinno wyglądać. Nigdy nie sądziłam, że będę się cieszyła na zbliżający się test lub na zadanie domowe, ale dzięki temu wiem, że muszę usiąść do książek. Swoją drogą, obowiązkowa książka kosztowała 70$, a ani razu jej nie użyliśmy. Babka daje nam kserówki... Co ciekawe, moja koleżanka, która jest na tym samym kursie tylko poziom niżej, jest bardzo zadowolona - dużo robią na zajęciach, mają zadania domowe, co chwilę testy. Wychodzi na to, że to kwestia nauczyciela lub grupy.
Cóż, punkt z Bucket List skreślony, ale nie tak 'studiowanie w amerykańskim collegu' sobie wyobrażałam.
Bardzo możliwe, że sama się negatywnie nakręciłam i trudno będzie mi zmienić podejście, nawet jeśli zmieni się sposób prowadzenia zajęć. Ale wiem i tak, że jeśli przedłużę program, a co za tym idzie, będę musiała uzyskać dodatkowe 3 kredyty, biorę cokolwiek, byle było tanie i szybkie. 

Ostatnio po zajęciach minęłam moją stację i przeszłam 10min na zachód, żeby przyjrzeć się Filadelfii z innej perspektywy. I nic mnie nie zaskoczyło - z każdej jest piękna.







xoxo, Dorota

08 września, 2014

Philly / Baseball Game


Ta notka będzie trochę oszukana, bo ani wypad do Philly, ani mecz baseballu nie były wybitnie ciekawe, ale czy posty zawsze musza być długie i przemyślane?
Weekend zaczęłam od domówki urodzinowej bratanicy hostki, zorganizowanej dla najbliższej rodziny. Było przesympatycznie i wszyscy mówili mi, że dziewczynki po ostatnim babysittingu mnie uwielbiają, uff! A ja za każdym razem, kiedy spędzam czas z Fifi (pseudonim mamy hostki, którego używają wszyscy, nawet dzieci) i z resztą rodziny, uświadamiam sobie, jaki los był dla mnie łaskawy, zsyłając na mnie tę rodzinę. Uwielbiam ich wszystkich! I zupełnie nie miałam poczucia, że marnuję piątkowy wieczór - to tak samo, jakby ktoś z mojej rodziny miał urodziny i to przecież oczywiste, że muszę tam być. Młodej skapnęła się jedna czekolada milki :)

Taki oto weekendu początek. Kochaaani rodzice! Nienawidzę się za to, ale prawie połowy słodyczy już nie ma -,-

W sobotę wybrałyśmy się z Natalią do Philly spróbować słynnego cheesesteak.

Wybrałam knajpę, gdzie serwują podobno jedne z lepszych. Droga zajęła ok. godziny, a było okropnie gorąco i wilgotno.

Szłyśmy i szłyśmy... po czym okazało się, że knajpa otwarta jest do 16! A tu 19, upsss.

Ale nie ma tego złego. Wylądowałyśmy w typowym dinerze - uwielbiam je!



Przeraziło mnie to, że zjadłam wszystko! Na początku pobytu w Ameryce byłam w stanie zjeść połowę tego, co mam na talerzu. 

Mój Texes Burger. M.in. z bekonem i cebulą w panierce (to nie kurczak! :P). NIEBO!

Droga powrotna była ciężka... Dosłownie. 

A tutaj niedziela i stadion w Camden.  To było moje cluster meeting, gdzię oprócz mnie i Natalii (którą zresztą przyprowadziłam dodatkowo, bo należy do innego clustera) przyszła jedna dziewczyna... Tak to u nas wygląda.


 Może nie pierwsza liga, ale drużyna dobra. Jeśli jednak o baseball chodzi... NUDY! Tym bardziej cieszę się, że nie skusiłam się na mecz Phillies, bo zaoszczędziłam kupę kasy. Z kolei na mecz Eagles (football) na pewno się skuszę. O wiele większe emocje!



 I jeszcze widoczek z Camden na Philadelphię. Może nie jest to NYC, czy San Francisco, ale naprawdę lubię to miasto. Już czuję, że jest takie 'moje' i zawsze będę miała do niego sentyment :)


xoxo, Dorota

07 września, 2014

Zdobycze zakupowe / College - pierwsze wrażenia


Przyznam szczerze, że jestem z siebie niezwykle dumna - jestem tutaj półtora miesiąca, a nie wpadłam w szał zakupowy i naprawdę niewiele wydałam na ciuchy! Zainwestowałam za to sporo w elektronikę i nadal planuję nie tracić kasy na niepotrzebne ubrania. Wiele dziewczyn narzeka, że nasza wypłata jest śmiesznie żałosna i nic porządnego nie można z nią zrobić. Ja się z tym nie zgadzam, to kwestia tylko i wyłącznie zarządzania wydatkami. Też mogłabym za jednym razem przepieprzyć połowę wypłaty w mallu, albo każdego dnia wychodząc coś zjeść na miasto. A i bez tego można przecież świetnie się bawić i ciekawie spędzać czas. Twój wybór ;)

Teraz pochwalę się co tutaj dotychczas kupiłam lub też jakimś sposobem zdobyłam :P

Maxi dress (Charlotte Russe): 15$ 

Spodenki do biegania (Marshalls): 7$

Crop top (Charlotte Russe): 8$

Czarna torebka (Charlotte Russe): 15$, plecak (Claire's): 20$

Okulary (Marshalls): 10$, obie opaski z Claire's, razem wyszły ok. 15$ 

35$

 Obie pary dostałam od hostki, bo 'już ich nie potrzebuje' lub 'trochę ją obcierają' :) Jak dobrze, że mamy ten sam numer buta!

Zdobycze ze sklepu z rupieciami (naprawdę można znaleźć cudeńka za śmieszne pieniądze!), każda po 1$. Żeby nie było - płyty dla taty :P

Nie mogłam się powstrzymać, bo jestem fanką filmu, a książka była w przecenie. Kupiona w księgarni w Haddonfield za niecałe 6$.

Podarunek od pani na plaży w Ocean City, której podałam okulary ;D

 Pierwszy duży zakup, ale nie będę oszukiwać - odłożone miałam już przed wyjazdem :P Laptop Acer Aspire: 350$

 Moje małe cudeńko za 700$ (z podatkiem), które spłukało mnie doszczętnie -,-

I ostatni zakup, zamówiony na Amazon zegarek do biegania (Casio): 20$. Teraz już nie mam wymówek! Od przyszłego tygodnia dołączam do tłumów biegaczy w Haddonfield :)


*

Dziś odbyły się moje pierwsze zajęcia w collegu. Mam mieszane odczucia. Słyszałam już wcześniej, że samo miasto nie należy do najsympatyczniejszych, ale nie spodziewałam się czegoś takiego! 10-minutowe przejście do campusu ulicą Broadway, było najbardziej stresującym dla mnie dotychczas przeżyciem w Ameryce. Kojarzycie z filmów ulice z niskimi budynkami i sklepami, w których w życiu byście nic nie kupili, z podejrzanymi ludźmi (w 99% czarnoskórzy), głównie brudnymi, niepełnosprawnymi, głośnymi? Witacje w Camden. Podobno właśnie ta ulica jest najgorsza, a ja przed chwilą się dowiedziałam, że mogłam wysiąść przystanek dalej (dojeżdżam pociągiem), z którego droga jest krótsza i przyjemniejsza (bo gorzej chyba być nie może). W klasie mam ponad 20 osób, spora część to Azjaci. Dziś jedyne co robiliśmy, to pisaliśmy kolejny test, który ma zweryfikować czyj poziom gramatyki jest na tyle dobry, że nie musi uczęszczać na te zajęcia. Nie wiem co w tym przypadku się dzieje, bo to najwyższy poziom . Jak dla mnie test był trudny, więc mam nadzieję, że nie nastrzelałam dobrze i zostanę w tej klasie :P Nauczycielka wydaje się ok., campus w porządku, ludzie nieszczególnie zachęcający do zawarcia znajomości. Oto moje pierwsze wrażenia, we wtorek podejście nr 2.

Plany na weekend? Jutro wyżerka w domu brata hostki z okazji urodzin jego starszej córki (walczę o miano lepszej babysitter niż poprzednia, nie mogę więc opuścić tego wydarzenia!), potem wyjście z dziewczynami, w sobotę Philadelphia (nie wiem jeszcze co dokładnie), w niedzielę baseball game z moim cluster. I od przyszłego tygodnia dzieci chodzą do szkoły na cały dzień (w tym tygodniu tylko do 12:30), yippee!

Tyle na dziś mojego biadolenia, wysyłam coś do posłuchania na piąteczek :)





xoxo, Dorota