Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Virginia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Virginia. Pokaż wszystkie posty

30 kwietnia, 2015

Arlington National Cemetery


Cmentarz wojskowy w Arlington, w stanie Virginia, jest jedynym, gdzie pochowane są ciała weteranów wszystkich konfliktów zbrojnych, w które zaangażowane były Stany Zjednoczone, począwszy od amerykańsiej wojny domowej (1861). Na cmentarzu znajduje się ponad 400 tysięcy (!) grobów. Jest położony zaraz przy DC, więc to ciekawa opcja dla odwiedzających miasto. Dla mnie był to punkt konieczny do zrealizowania, będąc tutaj w Stanach. Cmentarz jest ogromny (253ha), ale nawet w godzinkę można obejść główne punkty, jakimi są amfiteatr, Grób Nieznanych Żołnierzy oraz miejsce pochowania John'a F. Kennedy'ego. Do 1992r. na tym cmentarzu znajdował się także grób Ignacego Jana Paderewskiego. Miejsce to robi niesamowite wrażenie i idealnie ukazuje skutki, jakie przynosi wojna. Daje sporo do myślenia co do polityki Stanów i nasuwa wątpliwości, czy faktycznie tyle ludzi musiało zginąć.






 Miejsce pochowania Kennedy'ego.









Memorial Amfitheater, w którym odbywają się oficjalne uroczystości upamiętniające amerykańskich żołnierzy.


 Grób Nieznanych Żołnierzy, przy którym nieustannie czuwa warta.


Udało nam się trafić na zmianę warty. Mega! Na mnie generalnie takie rzeczy robią ogromne wrażenie, ale serio, aż zapierało dech w piersiach.

 Obiektyw spisał się w tej sytuacji idealnie, bo użyłam go jako lornetkę i widziałam wszystko z bliska ;)





xoxo, Dorota

15 października, 2014

Washington D.C. / Alexandria, Virginia


Kolejny weekend wyjazdowy, intensywny. Czyli tak, jak lubię najbardziej.
Tym razem padło na DC. Host rodzinka Asi wybyła z domu na weekend, to co mogą robić Polki? ;)
Waszyngton jest zupełnie inny niż Nowy Jork, czy Filadelfia. Zaskoczył mnie brak wysokich budynków, spokój, wręcz powaga w mieście. Miasto robi bardziej eleganckie wrażenie.
Niestety pogoda w sobotę odebrała urok budynkom, które tak bardzo chciałam zobaczyć. Zdjęcia więc są dość marne. Ale zrobiłam to świadomie, bo na wiosnę z pewnością tam wrócę i bardziej się postaram. Na dodatek przez pół dnia nie mogłam przestać zamartwiać się moim iphonem, który postanowił mnie postraszyć i nagle się wyłączył, nie reagując na jakiekolwiek działania. W głowie wyliczałam ile rzeczy mogłabym kupić za pieniądze na niego wydane. Dlatego tak naprawdę najlepszym punktem tego dnia było zrobienie zakupów z dziewczynami (taaak, tych ciuchowych też...) i późniejsze szaleństwa w przepięknym domu hostów Asi. Szczęściara trafiła na lokum jak z filmu. Do tego czarodziejka-Marta naprawiła mój telefon i impreza nie mogła się nie udać ;)


Bo 7 rano ;)



Biały Dom taki malutki, jak wszyscy mówią. Nie robi szczególnego wrażenia.


Planowałyśmy wejść na szczyt Washington Monument, ale niestety po darmowe wejściówki trzeba być tam znacznie wcześniej.


Z naszymi pięknymi przewodniczkami - Martą i Asią :)


Aż mi się ciepło zrobiło jak znalazłam nasze kochane New Jersey :)

Jeden z fajniejszych wieczorów, jakie tu miałam :) Siedziałyśmy w typowej piwnicy (aż to słowo nie pasuje!) jak z filmów - z osobną sypialnią, łazienką i głównym pokojem z wielkim telewizorem i różnego rodzaju zabawkami. 


O smaku dyni - pychotka!





Asia z tyłu - mistrz :D

Kolejny dzień rozpoczęłyśmy od odwiedzenia Arlandrii, dzielnicy Alexandrii, o której śpiewa Dave Grohl w piosence o tym samym tytule. Totalnie mnie zaskoczyło, że jest zamieszkała głównie przez Latynosów i raczej nie robi wrażenia bezpiecznego miejsca. Jednak sam fakt, że byłam w miejscu, gdzie dzieciństwo spędził Dave, uszczęśliwił mnie od samego rana :)

Kilka zdjęć ulic Virginii z samochodu:






Georgetown w DC:






 I ostatni punkt wycieczki - Stare Miasto w Alexandrii.


H&M nas prześladował w ten weekend... A my nie potrafiłyśmy mu odmówić i wchodziłyśmy do każdego napotkanego. Za każdym razem szukam tam kapeluszy z nadzieją na tańsze ceny, po czym kiedy taki znajduję, brakuje mi odwagi, żeby go kupić i potem nosić -,- 







Po takich intensywnych weekendach kolejne powiewają nudą. Ale mam wrażenie, że nawet nudzenie się tutaj jest ciekawsze :P + Niedługo stuknie mi 100 dni w Ameryce - szykuję już podsumowanie z tej okazji! 


xoxo, Dorota