Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Concert. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Concert. Pokaż wszystkie posty

07 grudnia, 2014

Koncert Alexz Johnson


Piszę, póki wciąż jestem na świeżo po koncercie.
Klimatyczny, rockowy pub, deszczowy sobotni wieczór, hipnotyzująca muzyka...
Jakiś czas temu znalazłam info o występie Alexz Johnson w Philly za śmieszne pieniądze. Nie wahałam się z zakupem biletu ani chwilę. Sto lat temu, kiedy jeszcze byłam młoda i piękna, godzinami wyczekiwałam przed tv aż puszczą na Vivie jej "24 hours". Byłam dumna z siebie, że słucham rocka ;) Kilka lat później zakochałam się w jej akustycznych piosenkach i to jej utwór "Skin" był pierwszym, którego sama nauczyłam się grać i śpiewać na gitarze. Potem na długi czas zapomniałam o jej istnieniu, czego bardzo żałuję.

Zanim sama Alexz wyszła na scenę, występował zespół, który przygrywał jej na tej trasie. Stanęłyśmy sobie z Natalią z boku, niedaleko drzwi, nieświadome, że jest to miejsce, skąd wychodzą artyści. 

Po chwili pojawiła się Alexz z kieliszkiem wina w ręku. Kręciła się koło nas i chillowała, przysłuchując się muzyce. Dowód w postaci jej pleców :D

Koncert był magiczny. Alexz tworzy swoją osobą niesamowitą atmosferę, a jej głos łapie za serce. Mogłabym tam stać i jej słuchać całą wieczność.  

 Takie właśnie kameralne koncerty widziałam w amerykańskich filmach i właśnie takie zawsze mi się marzyły. Bliski kontakt artysty z publicznością, zero przepychania się, piszczenia, skupienie się na muzyce, a nie na zrobieniu sobie zdjęcia, czy dotknięciu 'gwiazdy'.


Wysyłam filmik, żebyście mogli choć trochę poczuć ten klimat:



xoxo, Dorota

01 września, 2014

Made in America Festival + weekend z N.


Hello!
Jak dobrze, że dziś wolny dzień. Po tym weekendzie zasnęłabym na stojąco będąc w pracy!
Natalia przyjechała do mnie już w piątek po południu, z małą walizką :D Stała się moja współlokatorką na ten weekend. Choć nie jestem dobrym kompanem do wyspania się - gadam przez sen. A tutaj podobno nawet po angielsku. Od razu pojechałyśmy do malla w Cherry Hill, gdzie kupiłam sobie Iphona. Jestem wprost zakochana w moim nowym pięknym telefonie <3 Nigdy nie byłam gadżeciarą, nie podniecałam się żadnymi elektronicznymi urządzeniami, ale to małe cudo absolutnie mnie zauroczyło!

Piątek i sobota minęły z N., potem także z E. na ciągłym jedzeniu, piwkowaniu, filmie, rozmowach poważnych i tych mniej - czyli nic nowego, ale to, co lubię najbardziej. Wieczór sobotni spędziłam z bratanicami hostki jako babysitter i przyznam szczerze, że świetnie się z nimi bawiłam. Musiałam się trochę postarać, bo zdradziły mi, że robią konkurs która jest lepsza - ja, czy poprzednia au pair. Nie zamierzam przegrać :D

No i niedziela, czyli dzień koncertu! Już od rana powietrze było ciężkie i można się było spodziewać burzy i deszczu. Ale nie takiego! Ok. 18:30, czyli 3h przed występem KOL, zaczęło tak okropnie lać, że organizatorzy kazali wszystkim udać się niezwłocznie do wyjścia. Zajebiście. Jeszcze koncert odwołają, bo pada! Nie zamierzałyśmy stamtąd wychodzić, zresztą, jak większość ludzi. Wbiłyśmy na strefę dla vipów, zbudowałyśmy sobie na kanapie zamek z poduszek i się schowałyśmy :D Przeczekałyśmy tam prawie godzinę, aż przestało padać, burza na szczęście przeszła bokiem i koncerty kontynowano z godzinnym opóźnieniem. Wyszłyśmy na tym lepiej, bo udało nam się wbić na przód sceny przy wewnętrznych barierkach. Przeczekałyśmy jeden nieciekawy zespół, popadało jeszcze tak, że woda spływała z nas ciurkiem, a potem wszedł Pharrell Williams. Świetnie się bawiłyśmy! Dobre show, przyjemna do potańczenia muzyka - bardzo szybko przeleciało. Na Kings of Leon udało nam się dostać jeszcze bliżej sceny. Było cudownie! Pod względem muzyki podobał mi się najbardziej ze wszystkich, na których byłam, bo nagłośnienie idealne. Ale publiczność... porażka. Ludzie patrzyli się na mnie ja na wariatkę, kiedy skakałam, tańczyłam i śpiewałam z chłopakami. A to było na samym przodzie! Caleb, wokalista, kilka razy próbował rozruszać publikę, zachęcić do śpiewania lub skakania, ale działało tylko na chwilę. Nie wyobrażam sobie czegoś takiego w Polsce. Nie być ściśniętą, zmęczoną i spoconą po "Sex on fire"? Dla mnie było ok, bo miałam w końcu okazję pobawić się i posłuchać ich sobie na spokojnie, bez martwienia się o swój stan zdrowia. Ale gdyby był to mój pierwszy raz, czułabym ogromny niedosyt. To głównie publiczność tworzy najpiękniejsze wspomnienia z koncertów. Teraz wiem, że amerykańska nie umywa się do naszej polskiej/europejskiej.





Benjamin Franklin Parkway. W życiu nie pomyślałabym, że można zrobić festiwal w tym miejscu, w samym centrum Filadelfii.



Nie wierzę, że on ma 41 lat! 

Porównajcie z pierwszym zdjęciem :D 

I moi chłopcy! ;)




Jutro ostatni dzień wakacji! Nigdy tak się na niego nie cieszyłam, jak teraz. W czwartek za to pierwsze zajęcia w collegu, nie mogę się doczekać! Chyba naprawdę coś mi się tu poprzewracało i wszystko mam teraz na odwrót :D

Czy ktokolwiek jest zainteresowany postami zakupowymi? Uwielbiałam takie czytać u innych dziewczyn, nie wiem jak to z Wami jest ;)

+ Założyłam instagrama. Dopiero zaczynam w to się bawić i nie czuję się jeszcze w pełni przekonana (u mnie i moich znajomych moda na insta przeszła gdzieś bokiem), możliwe, że niedługo zablokuję albo coś, ale póki co - wstawiam linka u góry przy Bucket List.


xoxo, Dorota