Minęły już ponad dwa tygodnie od pobytu w Nashville, a ja wciąż myślę o tym miejscu. To zabawne, że nie tylko moi realni znajomi, ale nawet czytelnicy bloga zauważyli, że to miejsce idealnie do mnie pasuje :) Coś w tym musi być!
W drodze z lotniska. Przygodę czas zacząć!
Wszędzie ludzie w kowbojkach. To naprawdę nie jest ściema!
Min. $200 kosztuje taka przyjemność.
Tennessee to oczywiście Jack Daniels, którego w ostateczności tam nie wypiłyśmy. Nie znoszę whisky!
Akcent południowy skradł moje serce. 'Y'all' na każdym kroku to też nie jest ściema :D
Te trzy dziewczyny to największe szczęście jakie mnie tu w Ameryce spotkało!
Muszę być bardzo zabawna :D
Odwiedziłyśmy popularną wśród turystów restaurację, w której kelner wkłada klientowi na głowę papierową czapkę z jakimś napisem. Czytają go wszyscy inni w knajpie i zwykle zwijają się ze śmiechu.
Nasz kelner już na początku oznajmił nam, że nie będzie się starał być dla nas miły i że ma ostre poczucie humoru, a jak nam się to nie podoba, to możemy wyjść :D Oczywiście, że nie wyszłyśmy. Potem było pokazywanie sobie środkowego palca, rzucanie słomkami, czy popychanie. Wszystko jednak w sympatycznej atmosferze, więc było dużo śmiechu. A że prowokowałyśmy go skutecznie, to dostałyśmy czapki z baaaardzo nieprzyzwoitymi tekstami. Lekcja amerykańskiego slangu erotycznego. Nie pozostałyśmy dłużne i także przygotowałyśmy mu czapkę z zasłużonym napisem :)
Haha, oczywiście 4/5 zdjęć były tego typu :D
No i w końcu Nashville o tej porze, kiedy wszystko budzi się do życia!
Panie tańczące na barze. Kiedyś to zrobię :D
Toaleta w jednym z pubów :)
Jak ja kocham ten klimat! <3
A to widok z dachu budynku, w którym mieścił się mój ulubiony pub - Tootsie's. To właśnie tam najwięcej przygód nas spotkało.
To tam zostawiłam serce dla gitarzysty... Tak bardzo gimnazjalnie :D Ale nie powiem, jara mnie świadomość, że w tak amerykańskim miejscu, tak bardzo amerykański gitarzysta (czasami był też głównym wokalistą) świetnego zespołu, złapał ze mną kontakt wzrokowy i trzymał tak aż do czasu, gdy coś nas zmusiło wracać do hostelu...
Ktoś rozbił butelkę z piwem. Spory kawał wbił się w Kingi stopę i dopiero po chwili skapnęła się, że łzy jej płyną z oczu, a cała stopa jest zakrwawiona. Rana na małym palcu była na tyle głęboka, że naprawdę rozważałyśmy wezwanie pogotowia. Skończyło się na wodzie utlenionej, setkach plastrów i biednej kulejącej Kindze już do końca pobytu :(
A do pubu wróciłam jeszcze następnego wieczoru kontynuować romans wzrokowy z panem gitarzysta, haha. Byłam tak zaczarowana, że nawet zdjęcia nie mam!
A do pubu wróciłam jeszcze następnego wieczoru kontynuować romans wzrokowy z panem gitarzysta, haha. Byłam tak zaczarowana, że nawet zdjęcia nie mam!
Cudowny czas, naprawdę. Miejsce, w którym wszyscy ludzie tak genialnie bawia się wspólnie do muzyki na żywo, gdzie w ogóle kocha się muzykę i docenia artystów, o których nowe pokolenia zapominają, to po prostu musi być moje ulubione miejsce na ziemi :)
xoxo, Dorota




















