Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Halloween. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Halloween. Pokaż wszystkie posty

01 listopada, 2014

Trick or treat?


Moje pierwsze Halloween za mną!
Nie zapowiadało się szczególnie: strój w ostateczności pożyczyłam od hostki, bo wszystkie, które mierzyłam w sklepie wyglądały na mnie tragicznie/śmiesznie. Młoda umówiła się na trick-or-treating ze znajomymi, a młody robił problemy, że z hostką chcemy chodzić za nim i jego kolegami. Nie miałam pojęcia jak to będzie wyglądać i czy w ogóle mam się przebierać.
Ostatecznie ubrana w mój kostium ruszyłam razem z dziadkiem na paradę do szkoły, gdzie praktycznie nikt dorosły nie był przebrany, a jeśli już, to kostiumem była peruka na głowie.

Przebranie mojego 8-latka <3 

Moje drugie wcielenie - zombie :D



W oczekiwaniu na paradę. To naprawdę niesamowite, jak rodzice angażują się w tego typu wydarzenia. Większość nie idzie tego dnia do pracy, żeby móc spędzić Halloween z dziećmi.












Moja faworytka!








Ulica w Haddonfield, która stała się centrum całej zabawy. Na chodnikach tłumy dzieciaków, przed domami dorośli zapraszający na ciepłe napoje. Przemiła atmosfera!


Było okropnie zimno, więc rozłączyłyśmy się z hostką i ja wróciłam do domu, gdzie razem z Fifi (ksywka mamy hostki) siedziałyśmy na ganku i rozdawałyśmy cukierki dzieciakom, które przychodziły. 

Czy to nie przesłodkie? Tata Batman z córeczką Batgirl <3

Po godzinie Fifi zaproponowała mi, żebym pojechała z nią do syna, bo co roku robią u siebie imprezę z okazji Halloween. Bardziej z grzeczności odpowiedziałam, że pojadę. A było genialnie! Brat M. podobno zawsze wychodzi z siebie w dekorowaniu domu - tym razem był pięknie oświetlony, zza domu wydobywał się dym, z krzaków wyglądały wielkie, wystraszone oczy. Przed domem rozstawiony namiocik z jedzeniem, alkoholem, herbatą i miejscami do posiedzenia. W tle muzyka z Harry'ego Pottera. Byłam zachwycona!

Z początku jego żona wyciągnęła mnie na łażenie po okolicy za podekscytowanymi dzieciakami biegającymi po domach (z czerwonym kubeczkiem w ręku było to bardzo przyjemne :D). Ona po jakimś czasie zadecydowała, że wraca do domu. Marzyłam o tym samym, ale kiedy jej córki zaczęły prosić i pytać, czy 'Dora' (z tym ich amerykańskim R <3) może zostać z nimi, nie potrafiłam odmówić. Przy okazji nawiązałam znajomość, załatwiając sobie babysitting. No i odhaczam zbieranie cukierków na Halloween! Dziewczynki z dumą przedstawiały mnie swoim najlepszym przyjaciółkom i kazały próbować amerykańskich słodyczy. Czułam się jak gwiazda, otoczona dookoła dzieciakami czekającymi na moją reakcję po spróbowaniu czegoś nowego :D

Ostrość padła nie na to, co miała, ale wstawiam jako dowód :D

Jeden z bardziej kreatywnych strojów, jakie wczoraj widziałam.

Na imprezie spróbowałam piwa chyba każdego rodzaju (wyszło, że amerykańska impreza z czerwonymi kubeczkami także do odhaczenia!), zajadałam się hot-dogami i większość czasu przegadałam z ok. 50-letnim Amerykaninem o jego kraju, moim, podróżach, życiu i w ogóle o wszystkim. Czułam się wspaniale! Nie jak osoba zagadywana przez kogoś z grzeczności, tylko wartościowy rozmówca, który ma coś do przekazania. Nawet nie wiedziałam, że już potrafię takie rozmowy prowadzić po angielsku. Wspaniały humor nie opuszczał mnie już do końca dnia :)




To był naprawdę udany dzień i jakoś nie potrafię przestać podświadomie zastanawiać się, co będę tutaj robić w następnym roku o tej porze... ;)


xoxo, Dorota