Moje pierwsze Halloween za mną!
Nie zapowiadało się szczególnie: strój w ostateczności pożyczyłam od hostki, bo wszystkie, które mierzyłam w sklepie wyglądały na mnie tragicznie/śmiesznie. Młoda umówiła się na trick-or-treating ze znajomymi, a młody robił problemy, że z hostką chcemy chodzić za nim i jego kolegami. Nie miałam pojęcia jak to będzie wyglądać i czy w ogóle mam się przebierać.
Ostatecznie ubrana w mój kostium ruszyłam razem z dziadkiem na paradę do szkoły, gdzie praktycznie nikt dorosły nie był przebrany, a jeśli już, to kostiumem była peruka na głowie.
Przebranie mojego 8-latka <3
Moje drugie wcielenie - zombie :D
W oczekiwaniu na paradę. To naprawdę niesamowite, jak rodzice angażują się w tego typu wydarzenia. Większość nie idzie tego dnia do pracy, żeby móc spędzić Halloween z dziećmi.
Moja faworytka!
Ulica w Haddonfield, która stała się centrum całej zabawy. Na chodnikach tłumy dzieciaków, przed domami dorośli zapraszający na ciepłe napoje. Przemiła atmosfera!
Było okropnie zimno, więc rozłączyłyśmy się z hostką i ja wróciłam do domu, gdzie razem z Fifi (ksywka mamy hostki) siedziałyśmy na ganku i rozdawałyśmy cukierki dzieciakom, które przychodziły.
Czy to nie przesłodkie? Tata Batman z córeczką Batgirl <3
Po godzinie Fifi zaproponowała mi, żebym pojechała z nią do syna, bo co roku robią u siebie imprezę z okazji Halloween. Bardziej z grzeczności odpowiedziałam, że pojadę. A było genialnie! Brat M. podobno zawsze wychodzi z siebie w dekorowaniu domu - tym razem był pięknie oświetlony, zza domu wydobywał się dym, z krzaków wyglądały wielkie, wystraszone oczy. Przed domem rozstawiony namiocik z jedzeniem, alkoholem, herbatą i miejscami do posiedzenia. W tle muzyka z Harry'ego Pottera. Byłam zachwycona!
Z początku jego żona wyciągnęła mnie na łażenie po okolicy za podekscytowanymi dzieciakami biegającymi po domach (z czerwonym kubeczkiem w ręku było to bardzo przyjemne :D). Ona po jakimś czasie zadecydowała, że wraca do domu. Marzyłam o tym samym, ale kiedy jej córki zaczęły prosić i pytać, czy 'Dora' (z tym ich amerykańskim R <3) może zostać z nimi, nie potrafiłam odmówić. Przy okazji nawiązałam znajomość, załatwiając sobie babysitting. No i odhaczam zbieranie cukierków na Halloween! Dziewczynki z dumą przedstawiały mnie swoim najlepszym przyjaciółkom i kazały próbować amerykańskich słodyczy. Czułam się jak gwiazda, otoczona dookoła dzieciakami czekającymi na moją reakcję po spróbowaniu czegoś nowego :D
Ostrość padła nie na to, co miała, ale wstawiam jako dowód :D
Jeden z bardziej kreatywnych strojów, jakie wczoraj widziałam.
Na imprezie spróbowałam piwa chyba każdego rodzaju (wyszło, że amerykańska impreza z czerwonymi kubeczkami także do odhaczenia!), zajadałam się hot-dogami i większość czasu przegadałam z ok. 50-letnim Amerykaninem o jego kraju, moim, podróżach, życiu i w ogóle o wszystkim. Czułam się wspaniale! Nie jak osoba zagadywana przez kogoś z grzeczności, tylko wartościowy rozmówca, który ma coś do przekazania. Nawet nie wiedziałam, że już potrafię takie rozmowy prowadzić po angielsku. Wspaniały humor nie opuszczał mnie już do końca dnia :)
To był naprawdę udany dzień i jakoś nie potrafię przestać podświadomie zastanawiać się, co będę tutaj robić w następnym roku o tej porze... ;)
xoxo, Dorota