Od moich urodzin minęły już wprawdzie 2 tygodnie, ale dopiero w ten weekend mogłam je prawdziwie świętować. Cieszyłam się ogromnie, że to właśnie tutaj skończę 21 lat. Po 'Sweet 16' to najważniejsze urodziny w Ameryce! No i w końcu nie czuję się uwiązana. Nie jestem typem imprezowej dziewczyny, ale za to wieczór przy piwku w pubie to coś, co zdecydowanie lubię i na co tu czekałam! Już powoli, sukcesywnie odkrywam filadelfijskie puby i czuję, że kolejny rok będzie jeszcze ciekawszy, ze względu na możliwości poznawania świetnych ludzi przy tej okazji.
Urodzinowe migawki z telefonu:
Oto co znalazłam w poniedziałkowy poranek, kiedy zeszłam do kuchni szykować śniadanie dla dzieci. W środku czarna narzutka, kolczyki w kształcie drinków i... bilet na koncert Foo Fighters!!! To jeden z moich ukochanych zespołów ever, a na ich koncert czekam już tyle lat! Na samą myśl o tym bilecie chce mi się płakać ze szczęścia :) Czułam, że go dostanę, bo obie z hostką ich uwielbiamy i obie się jarałyśmy, że grają w Camden (15min od nas) i sugerowała mi, żebym sama biletu nie kupowała. Koncert odbędzie się... 13 lipca, czyli dokładnie rok po moim przyjeździe do Stanów :) Czy mogłabym lepiej świętować ten dzień?
Tego dnia dostawałam wiele życzeń w różnej formie.
Każdy powodował uśmiech na mojej twarzy :)
Wieczorem z host rodziną świętowaliśmy wspólnie przy torcie i szampanie.
A tym późniejszym wybrałyśmy się z Natalią, Eleną i jej chłopakiem do pubu w mojej mieścinie, którego już powoli staję się stałą bywalczynią, bo klimat panuje tam dokładnie taki, jaki lubię! Od każdej z dziewczyn dostałam piękną torebkę <3
Za to świętować z moimi najlepszymi dziewczynami mogłyśmy dopiero w ostatni weekend. Wybrałyśmy się do Atlantic City, uważanego za Las Vegas wschodniego wybrzeża.
Pospacerowałyśmy po znanym deptaku.
Wlazłyśmy na diabelski młyn.
Podziwiałyśmy widoki.
Popiłyśmy driny.
Wróciłyśmy do hotelu (w którego recepcji oczywiście pracował Polak).
Uszykowałyśmy się.
I poszłyśmy podbijać Atlantic City!
Weekend cudowny ze względu na wspaniałe dziewczyny, z którymi w każdym miejscu bawiłabym się dobrze, ale do Atlantic City już nie wrócę. To chyba pierwsze miejsce w Stanach, które tak bardzo mi się nie podobało. Naprawdę nie ma tam nic specjalnego: plaża nieciekawa, ulice nijakie, deptak zwyczajny, ludzie niezachęcający. Być może dla imprezowiczów to miejsce jest rajem, ze względu na liczne kasyna i kluby, ale my tam nic dla siebie ciekawego nie znalazłyśmy. Jersey Shore ma zdecydowanie piękniejsze miejsca.
xoxo, Dorota


















Wszystkiego najlepszego!!
OdpowiedzUsuńTeż idę na FooFighters - 17 sierpnia!! Ahh jarałam się strasznie i cieszę się tak samo jak Ty! :D
Dziękuję! :)
UsuńTo się rozumiemy :D super, że też na nich idziesz!
Wszystkiego Najlepszego! :)
OdpowiedzUsuńwww.paulaintheusa.blogspot.com
Dziękuję! :)
UsuńSto lat staruszko!!
OdpowiedzUsuńto byśmy się znowu dogadaly, bo ja fanką klubów tez nie jestem. Ale za to puby jak najbardziej <3
Dziękuję!
UsuńTo na pewno byśmy się dogadały :D