Kolejny kurs w amerykańskim collegu za mną!
Borough of Manhattan Community College swoją główną siedzibę ma w Nowym Jorku, jednak kursy oferuje także w innych miejscach w Stanach, m.in. w Filadelfii.
Ja, po moich złych doświadczeniach z zajęciami z angielskiego w collegu w New Jersey, postanowiłam tym razem pójść na łatwiznę i zapisać się na coś, co da mi szybko kredyty, nie zapłacę aż tak dużo i jeszcze może coś zyskam. Dlatego zapisałam się na kurs z wycieczką. W ofercie były wyjazdy do Niagara Falls, Kanady, Bostonu i Waszyngtonu. Napaliłam się mega na Boston, ale niestety terminy zajęć mi nie odpowiadały, a na wycieczkę do Niagara Falls i Kanady trzeba było wziąć min. 2 dni wolnego. No i został stary dobry Waszyngton, w którym już byłam. Namówiłam jednak na ten kurs moją koleżankę i świetnie się bawiłyśmy. Zarówno na zajęciach, jak i samym weekendowym wyjeździe.
W skład kursu, oprócz wycieczki, wchodziły trzy zajęcia 6-godzinne, w jedną sobotę i dwie niedziele. Przygotowywałam się na wielkie nudy i odliczanie, aż minie te sześć godzin, a kurs okazał się naprawdę świetny! Nauczycielka młoda, energiczna, bardzo sympatyczna. Wymagała od nas sporo, za każdym razem było zadanie domowe, zwykle musiałyśmy je zaprezentować, zajęcia intensywne, ciągle się coś działo. Ale dzięki temu te 6 godzin mijało naprawdę szybko. Dochodziła do tego godzina na lunch i wypuszczanie nas niemal godzinę wcześniej i już po kursie ;) Na zajęciach było nas ok. 20 (same au-pairki) i muszę przyznać, że grupa naprawdę fajna i zgrana. Kurs był generalnie o historii Stanów, ale bardzo w skrócie i bardzo ogólnie, wszystko po to, żeby przygotować nas na świadome zwiedzanie zabytków w stolicy, ale też zrozumienie filmu 'Forrest Gump', który oglądałyśmy na ostatnich zajęciach :)
Weekendowy wyjazd do DC też był udany, głównie z tego względu, że łażenie z przewodnikiem trwało bardzo niewiele i większość czasu mogłyśmy zorganizować sobie na własną rękę. Autokar i hotel (Hilton w Arlington - świetne warunki i fajna okolica) były w cenie. Planowałam zrobić osobną notkę ze zdjęciami z DC pokrytego pięknymi drzewami wiśniowymi. Właściwie to na to najbardziej się cieszyłam jadąc tam. A tu mały psikus. Drzewa zniknęły :( Byłam tak zła, że zupełnie nie przykładałam się do zdjęć, dlatego wrzucę w tym poście to co mam.
W niedzielę za to wybrałyśmy się na cmentarz wojskowy w Arlington, który zrobił na nas ogromne wrażenie i cały następny post poświęce właśnie temu.
The White House.
Z Kingą :*
Kościuszko jest i w Waszyngtonie. Hostka mi powiedziała, że w Stanach nie ma miasta, w którym nie byłoby mostu/ulicy/czegokolwiek na cześć Kościuszko :P
Vietnam War Memorial.
Washington Monument.
Lincoln Memorial.
Korean War Memorial.
National World War II Memorial.
Martin Luther King, Jr. Memorial.
Już po drugiej stronie, bo w Virginii - Air Force Memorial.
Bardzo blisko z tego miejsca do Pentagonu.
Pod względem jedzeniowym wyjazd był w 100% udany. Z Kingą jak za czasów szkolnych cieszyłyśmy się bardziej na jedzenie niż samo zwiedzanie :D Pierwszym naszym punktem koniecznym do zrealizowania, był Georgetown Cupcake. Bardzo popularne cupcakes, często uznawane za jedne z lepszych w Ameryce. Sklep mają nie tylko w Georgetown w DC, ale też na Soho w NYC. Trzeba nastawić się na czekanie w kolejce, u nas potrwało to jakieś 20min.
Oprócz standardowych smaków dostępnych w menu na stałe, w zależności od dnia tygodnia lub pory roku można dostać tam m.in. Salted Caramel, Cherry Blossom, czy Gingerbread. Tutaj ważny jest też frosting, bo w połączeniu z innym ciastem całość może smakować zupełnie inaczej.
Nieźle się naśmiałyśmy, bo dosłownie przed otwarciem pudełka, cała podekscytowana stwierdziłam, że na same zdjęcia wszystkich czterech cupcakes cieszę się o wiele bardziej niż samo ich próbowanie. A tu bum, dwa się kompletnie rozjechały... Wybrałyśmy Cherry Blossom, Hummingbird, Red Velvet i Blond Chocolate Birthday.
I tu duże zaskoczenie, bo... cupcakes nie zrobiły na nas wrażenia. Prawdopodobnie ze wszystkich jakie tu próbowałyśmy te faktycznie były najlepsze, ale generalnie nic specjalnego. Po prostu dużo cukru i tyle. Jakiekolwiek inne słodycze są znacznie lepsze od cupcakes, które jedynie ładnie wyglądają.
Z tych czterech Kindzie najbardziej smakował Cherry Blossom, a mi Red Velvet.
Burger z łososiem, serwowany w studenckiej knajpie ze świetną atmosferą, był jednym z lepszych burgerów jakie dotychczas próbowałam.
Niedzielne śniadanko z Manhattan Bagel.
Potbelly Sandwich Shop - w samym centrum, a tanio i pysznie :)
Kanapka z mortadelą, pepperoni i salami z serem provolone i ogórkami + shake bananowy <3
;)
xoxo, Dorota









Jeju, patrząc na te burgery, sandwiche, bajgle robię się taaaaka głodna. I wcale się wam nie dziwię, że to na gastroturystykę się najbardziej cieszyłyście!
OdpowiedzUsuńZazdroszczę tylu dobroci :D
Pozdrawiam z bardzo słonecznego Gdańska! Asia
Haha, tylko potem w ciagu tygodnia trzeba nieźle się napocić, żeby nie mieć wyrzutów po takiej uczcie ;P
UsuńDziękuję i pozdrawiam z chłodniejszej dziś Filadelfii! :)