Właśnie siedzę i świętuję ten dzień z kawą dyniową i granola bar. Szaleństwo! Dziś wyjątkowo bez zdjęć, za to sporo tekstu.
Relacje z host rodzinką
Nadal bardzo dobre. Czuję się jak członek rodziny od początku i pewnie to już się nie zmieni. Jednak co oczywiste, z każdym stusunki wyglądają nieco inaczej.
Host son: jak ja uwielbiam tego chłopca! 8-latek, mimo że czasami doprowadza mnie do szewskiej pasji, zdobył nieodwracalnie moje serce. Lubię z nim robić durne rzeczy, rozmawiać, grać w nasze dziwne, wymyślone przez nas zabawy... A także po pracy nie potrafię mu odmówić, gdy pyta, czy nie chcę go położyć do spania lub poleżeć i poczytać, każdy swoją książkę. Kiedy w sobotę ruszał mu się ząb i był tak przestraszony, że nie mógł zasnąć - przyszedł do mnie do pokoju i władował się do łóżka, nie do hostki. Jestem jego opiekunką, ale myślę, że obydwoje raczej traktujemy tę relację na zasadzie brat-siostra. Mamy po prostu razem dużo funu.
Host daughter: przyznam, że gdy po moich pierwszych narzekaniach wszyscy mówili, że to kwestia czasu, aż się do mnie przekona - wierzyłam. A po trzech miesiącach jest tak samo jak po miesiącu. Ba, czasami nawet mi się wydaje, że wcześniej miała jakieś przebłyski życzliwości. 12-latka nie należy do słodkich, miłych dziewczynek. Uważana przez całą rodzinę za taką bardzo 'smart', według mnie jest po prostu przemądrzała i przekonana o swojej wiedzy na każdy temat, przez co traktuje mnie i wiele innych osób z góry. A może to ten wiek? Jednak fakt, że nie potrafi odpowiedzieć Natalii 'cześć', a w zamian za to zmierzyć ją od góry do dołu lub odzywać się do mnie z łaską i tonem, jakbym jej życie zniszczyła, mówią same za siebie. Z początku mimo takiego zachowania byłam dla niej arcymiła, uśmiechałam się, starałam za wszelką cenę złapać kontakt, ale teraz mam to gdzieś. Jaka ona dla mnie, taka ja dla niej. Nie chce gadać, to nie. Ja nie będę przed 12-latką się płaszczyć. Ale żałuję bardzo, bo zupełnie inaczej wyobrażałam sobie kontakt z nastolatką. W końcu niedawno sama nią byłam.
Host mom: nadal uważam, że jest przecudowną kobietą, choć było kilka sytuacji, które mnie zdystansowały. Doszła też kwestia poprzedniej au pair. Dziewczyna była uwielbiana przez całą rodzinę. Ba, opowiadała mi o niej nawet mama żony brata hostki! Że wszyscy tak bardzo kochali Andreę. Super fajnie. Od innych au pairek dowiedziałam się, że faktycznie była wyjątkowo towarzyska, otwarta, każda au pair ją tu znała, może niekoniecznie każda lubiła. Wiem i czuję, że hostka miała z nią bardzo bliski kontakt, można wręcz powiedzieć, że kumpelski. I mimo że dla mnie też jest ok, to czasami mam wrażenie, że wzięła kolejną au pair z nastawieniem, że i tak żadna nie będzie jak Andrea. Nie potrafię tego wytłumaczyć, bo jest mi tu cudownie, traktują mnie jak członka rodziny, ale czuć od niej jakby... dystans? Coś po prostu mi nie gra, może za jakiś czas będę umiała to nazwać. A może po prostu przesadzam i zawsze chcę, żeby było superidealnie, nie doceniając tego jak jest?
Język:
Bardzo do przodu. Nie mam problemu z wyrażaniem tego co chcę, wszystko idzie znacznie płynniej i bez zastanowienia. Szkoda tylko, że college nie pomaga z zaawansowaną gramatyką.
Miejsca, ludzie:
6 stanów: New Jersey, New York, Pennsylvania, Connecticut, District of Columbia, Virginia. Dodatkowo mecz baseballu i amerykański festiwal muzyczny.
Moją zdecydowaną faworytką co do ludzi jest Natalia. Nie uważam, że to tylko przez to, że jest Polką. Idealnie się dobrałyśmy i wciąż przeżywamy, że musiałyśmy wyjechać do Ameryki, żeby się poznać :) To typ dziewczyny, z którą można konie kraść i właśnie kogoś takiego chciałam tutaj mieć. Są też inne au pairs z moich okolic, z którymi czasami się spotykam i które lubię, ale bez szału. Niedawno poznałam nową dziewczynę z Boliwii, która przypadła mi do gustu, ale jest troszkę cicha w porównaniu do mnie i Natalii :P Znajomość z kolegą z Haddonfield zakończyłam, kiedy zaczął składać chore propozycje. Mam też kontakt z kimś z collegu, ale to też można zaliczyć do tych męczących znajomości. Cieszę się ogromnie na dziewczyny przeprowadzające się w okolice Filadelfii, z którymi mam nadzieję poodkrywamy wspólnie miasto :) I ciągły kontakt mam z dziewczynami z innych stanów, co daje ciekawe możliwości weekendowe. Przyznam jednak, że liczyłam po cichu na jakąś fajną, wielonarodościową paczkę au pairek, z którymi co weekend będziemy się spotykać i robić ciekawe rzeczy. A większość dziewczyn, które mieszka w okolicy kończy niedługo program i jakby są na 'innym etapie', albo po prostu nie ten typ ludzi. Dlatego tak naprawdę czekam na kolejną turę i może lepiej uda się zgrać.
Plany:
Mój wymarzony Teksas stoi pod wielkim znakiem zapytania. Właściwie już się nastawiłam, że tam w listopadzie nie jadę. Ale z mapy nie zniknie, więc na pewno się tam jeszcze wybiorę. Do końca tego roku planuję kilka razy uderzyć w Nowy Jork, przede wszystkim żeby poczuć świąteczną atmosferę The City. Choinka przy Rockeffeler Center, Plaza Hotel, Central Park... <3 Chyba sobie przed tym obejrzę Kevina :D No i wypada zaplanować Sylwestra! Na liście mam do zaliczenia Sylwester w NYC, ale organizacyjnie to już tak łatwo nie wygląda. Może jednak Philly, a za rok Nowy Jork, jak już będę pełnoletnia? I wciąż nastawiam się na Florydę i Bahamy w styczniu/lutym, tylko kompani mi się wykruszają. Może ktoś chętny? ;)
Ogólne wrażenia:
Po pierwsze - czas leci tak szybko! Naprawdę, tydzień za tygodniem, weekend za weekendem... Niby dobrze, bo nie odczuwam nawet kiedy w ogóle pracuję, ale z drugiej strony przeraża mnie to. Nie chcę 8 miesiąca tak szybko, bo będę musiała decydować co dalej... Nadal kocham życie tutaj, czego najlepszym dowodem jest fakt, że o 6:30 rano wstaję z uśmiechem na twarzy (nienormalna!). Minusem jest to, że zaczęłam pić kawę, a co za tym idzie, wydawać pieniądze na Starbucksa. Plusem, że od miesiąca biegam regularnie i uwielbiam to, bo w Haddonfield bieganie to naprawdę sama przyjemność. Byłabym jeszcze bardziej szczęśliwa, gdyby host rodzinka odżywiała się nieco zdrowiej, bo wtedy to bieganie nie szłoby na marne :P
To, co mnie tutaj najbardziej zaskoczyło we mnie samej, to radzenie sobie z tęsknotą. Brakuje mi moich bliskich, ale nie miałam nawet jednej cięższej chwili z tego powodu. A sądziłam, że będzie zupełnie na odwrót! Uczę się tu siebie od nowa, mam wrażenie, że jestem w tym życiu znacznie bardziej spontaniczna, otwarta i wesoła. W Polsce czułam, że stoję w miejscu, nie rozwijam się, mimo że przecież studiowałam. A tutaj idę do przodu i czerpię ogrom energii ze wszystkiego co mnie otacza, jakby każda napotkana osoba mnie czegoś uczyła. Dopiero teraz zrozumiałam, co to naprawdę znaczy żyć chwilą.
Z racji tego, że zaczynam gadać od rzeczy, kończę :D
xoxo, Dorota
Bardzo pozytywne podsumowanie! Co relacji z host rodzinką: gdyby było idealnie to to nie byłoby prawdziwe... w sensie, że naprawdę to chyba niemożliwe, żeby było perfekcyjnie. Mam wrażenie, że wszystkie host mamy porównują nas do swoich poprzednich au pair. Moja też to robi i szczerze, nawet nie wiem czy to porównanie wychodzi na plus dla mnie. Ale najważniejsze, że pomimo wszystko macie dobre relacje i nie masz poczucia, że się męczysz.
OdpowiedzUsuńJa też chciałabym mieć międzynarodowe grono koleżanek, ale po tych 2 tygodniach tutaj zdążyłam się zorientować, że raczej każdy trzyma ze swoimi. No ale cóż, najważniejsze to mieć kogoś bliskiego :)
Btw. czy my się w końcu spotkamy? :D
Masz rację. Nie ma sensu rozstrząsanie każdej małej sprawy, każdego dziwnego spojrzenia, bo pewnie w większości przypadków nic wielkiego się za tym nie kryje, a ja już sobie historie dopisuję i tylko sama sobie daję powody do zmartwień. A jest przecież naprawdę dobrze :) i cieszę się, że u Ciebie też!
UsuńMam nadzieję jednak, że tak do końca nie jest i coś się jeszcze zmieni ;)
TAAAK! Zaraz do Ciebie wysyłam smska :*
Jak to jest z tymi au pair? Masz ich trochę w okolicy? Ja się boję że jak wyląduję gdzieś pośrodku niczego to nie będę miała au pairs wokół siebie :/
OdpowiedzUsuńMam sporo, choć te co mieszkają najbliżej są z innego agencji lub w ogóle bez. Ale u mnie wiele dziewczyn się zna i trzyma niezależnie od agencji. Btw organizacja w clusterach według mnie jest beznadziejna, bo Natalia, która mieszka 15min drogi ode mnie jest już w innym clusterze i gdyby nie grupa au pairs na fb, to nawet byśmy nie wiedziały o swoim istnieniu!
UsuńA jesteś w trakcie matchowania? Warto się zapytać potencjalną rodzinkę i ich obecną au pair o to, czy są inne dzieczywny w pobliżu. Na pewno Cię nie okłamią, a Ty będziesz miała pewność, że nie będziesz tutaj sama ;)
Wow, w końcu znalazłam twojego bloga! Szybko ten czas leci, no nie? Dopiero co poznałyśmy się na orientation, a tu już ponad 3 miesiące minęły! Czas się w końcu spotkać i pogadać. Byle do przodu :)
OdpowiedzUsuńTo jest niesamowite, jak ten czas leci! Czuję, jakbym Cię wieki nie widziała :) Koniecznie coś zorganizujmy, tyle do nadrobienia!
UsuńZgapię podsumowanie jak mogę, to znaczy formę, bo zastanawiałam się jak to zrobić i Twój pomysł strasznie mi się podoba. Z dzieciakami bywa różnie, faktycznie czas dużo pomaga, może młoda się jeszcze przekona, niektórzy potrzebują trochę więcej czasu. W każdym razie trzymam za to kciuki. I powodzenia z realizacją tych wszystkich planów, dobrze, że czujesz, że się rozwijasz i radzisz sobie z jakimiś tam kryzysami, oby wszystko układało się dalej już tylko lepiej :)
OdpowiedzUsuńZgapiaj, chętnie poczytam Twoją wersję :)
UsuńDziękuję, przyda się, bo ja nadziei już na poprawę w tym względzie nie mam.
Właściwie jest naprawdę dobrze (pomimo problemu z młodą), więc nawet nie śmiem prosić o więcej :D
Buziaki!
Czytała z uśmiechem na ustach, bardzo pozytywnie, zwłaszcza ostatni akapit. Kiedy czytam takie wpisy to nabieram coraz większej pewności że to coś dla mnie, dzięki za to :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Anka
A ja kiedy czytam takie komentarze, to uśmiecham się od ucha do ucha, dziękuję :)
UsuńTrzymam kciuki, żeby wszystko się udało, byś trafiła na wspaniałą rodzinę i była tu szczęśliwa, jak ja!
Pozdrawiam cieplutko :)
Miło się czyta takie posty... cieszę się bardzo, że Ci się tam wszystko układa!
OdpowiedzUsuńNoo... pozytywnie no! A to daje nadzieję, podejrzewam, że nie tylko mi.. :))
Trzymaj się :)
Jak miło :)
UsuńA Tobie powodzenia ze znalezieniem rodzinki! Taka jestem ciekawa gdzie wylądujesz :D
A nie chcesz przyjechać do Maplewood na Thanksgiving? Moja rodzina wybywa i planuję spędzić ten czas łażąc po NYC, jedząc indyka, oglądając seriale i zaczynać wkręcać się w Boże Narodzenie :D
OdpowiedzUsuńO rety, mówisz serio?! MEGA bym chciała, tyle że też moja host rodzinka + babcia, brat hostki itd. szykują rodzinny obiad i podobno tak się cieszą, że spędzę z nimi to święto... Czy Twoi nie mogą wyjechać kiedy indziej? :D
Usuńjadą też w ktoryś weekend listopada, na 90% 7-10.11. ;)
UsuńNo nie wierzę - 8.11 to akurat jeden jedyny dzień listopada, który mam już zaplanowany!
Usuńja mam w planach miami i bahamy ale raczej na pewno nie w styczniu czy lutym :( host dziewczynką się w ogóle nie przejmuj i oby z resztą rzeczy tak dalej było, korzystaj i ciesz się każdą chwilą, całuski :*
OdpowiedzUsuńAle szkoda! A wchodnie wybrzeże nie planujesz odwiedzić? Zimno tu, ale jest co robić :)
UsuńDziękuję :*
będę w nyc na ten tydzień z thanksgiving!
Usuń