07 lipca, 2015

Independence Day


Ale jestem zła na siebie. Zamiast ruszyć tyłek i pojść na jakąkolwiek paradę na czwartego lipca, nie wspominając o uroczystym odczytywaniu fragmentów Deklaracji niepodległości przed Independence Hall w Philly, to skupiłam się jedynie na wieczornych koncertach i fajerwerkach, które ogromnie mnie zawiodły. Oczywiście i tak bawiłyśmy się z Natalia świetnie ;) Tym bardziej, że tego dnia były jej urodziny! Przywitałam ją torcikiem, najbardziej wiejską wersją 'Sto lat' z YT i prezentami. Wolna chata na weekend zawsze spoko. Uszykowałyśmy się, popiłyśmy, potańczyłyśmy i wesolutkie pojechałyśmy do Philadelphi. Ludzi od groma, a tak niewiele osób było ubranych w barwy USA! Wyglądało to tak, jakby po prostu w mieście odbywał się jakiś festyn. Podejrzewam, że wcześniej tego dnia wszystko było biało-niebiesko-czerwone. Koncert był ok, grali The Roots z kilkoma gośćmi. Najfajniejsze było to, że hostka Natalii załatwiła nam VIPowskie wejściówki. Nigdy w Polsce VIPem nie byłam, za to w Ameryce już owszem :D Miałyśmy miejsca siedzące pod samą sceną, ale i tak za długo nie usiedziałyśmy. Długo oczekiwane fajerwerki okazały się kompletną katastrofą. Jedno z wiekszych miast w Ameryce, tysiące ludzi, a tu taka klapa... Za to potem poszłysmy do najbardziej amerykańskiego pubu, w jakim tu byłam i na kwadrans (o 2 wszystko tu zamykają, jakie to irytujące!) potańczyć do znienawidzonego przez nas klubu (darmowy, więc ludzie średni), co okazało się najfajniejszym punktem wieczoru. Tak właśnie wyglądał mój 4 lipca! Nic szczególnego i zupełnie nie tego się spodziewałam. Kilka zdjęć (skupiłam się na snapie, więc mam tylko kilka, które udało mi się zapisać):



Tak się możemy bawić! Ben&Jerry to moje słodkie uzależnienie.

Dobrze przyjaźnić się z kimś, kto uwielbia i potrafi malować i czesać <3

:D

Pod sceną. Istne szaleństwo!

Tam daleko widać piękny ratusz.


Potem ludzie się rozkręcili i świetnie się wszyscy bawili.

Fajerwerki :D:D

Pub i zajadanie rozczarowania.


Powoli zbliża się moja rocznica pobytu w USA! Jestem mega podekscytowana samym pisaniem podsumowania :) Pojawi się tu w najbliższy poniedziałek.


xoxo, Dorota

9 komentarzy:

  1. Hehe nie mogę z tego "szaleństwa pod sceną" :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie tez 4th of July rozczrowł :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. ja tez nie mogę doczekać się podsumowania!! mój 4th spędziłam w Australi xd

    OdpowiedzUsuń
  5. katastrofa w 4th :D niepopisali się :P

    OdpowiedzUsuń
  6. aż mi smaka narobiłaś tą pysznością z pierwszego zdjęcia ! :)
    pozdrawiam i zapraszam do mnie
    www.myimmemorialdream.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. rok!!!! Omgg! Czekam na post Mala :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Wow, to już rok! Pamiętam, jak zaczynałaś swoją przygodę, a tu proszę! Nie mogę się doczekać podsumowania!
    Zapraszam: http://dreamsdontworkunlessyoudox.blogspot.com/ xx

    OdpowiedzUsuń